Dosłownie kilka dni temu brałem udział w prezentacji systemu audio. Poproszono mnie o przygotowanie gramofonu tak by zabrzmiał jak najlepiej w zadanej konfiguracji. Setup składał się z mechaniki Thorensa TD124, ramienia Schick, oraz wkładki Hana. Takie zestawienie stanowi już poważne wyzwanie dla osoby odpowiedzialnej za jej konfigurację. Wyzwaniem jest chociażby znalezienie kompromisu pomiędzy parametrami mechanicznymi wkładki i ramienia. Kiedy się z tym uporamy przychodzi pora na właściwą kalibrację, czyli ustawiane azymutu, kąta styczności, siły nacisku i wysokości ramienia. Praktycznie każdy z tych elementów ma ogromny wpływ na ostateczny efekt uzyskany po przeprowadzeniu całego procesu i nie może zostać pominięty. Spośród czterech wymienionych ustawień dwa są ograniczone poprzez geometrię ramienia i parametry odczytu. Mam na myśli azymut, oraz kąt styczności. Dwa pozostałe, czyli regulacja siły nacisku oraz ustawienie VTA - kąta natarcia igły, czy też mówiąc potocznie wysokości ramienia nie posiadają jednej ściśle określonej wartości, której należy się sztywno trzymać podczas procesu kalibracji. Praktycznie każdy producent wkładek podaje jedynie optymalny zakres siły nacisku w jakim powinny one pracować, pozostawiając pewien margines na dopasowanie tego parametru do własnych upodobań, czy możliwości systemu. Podobnie wygląda sprawa z ustawieniem wysokości ramienia. Generalna zasada mówi, że jego oś wzdłużna powinna być równoległa do powierzchni płyty i z moich obserwacji taką praktykę stosuje większość użytkowników. Traktują ją jako wartość stałą, od której nie stosuje się żadnych odstępstw. Niestety nie jest to dobra metoda, bowiem akurat ten parametr czyli VTA - wysokość ramienia, podlega pewnym odchyleniom, które warto korygować. Aby wyjaśnić dokładnie o co chodzi ze wspomnianymi odchyleniami należało by posłużyć się jeszcze jednym, często pomijanym parametrem, który dokładnie określa wartość kąta pomiędzy igłą a powierzchnią płyty. Mam na myśli parametr określany mianem "stylus rake angle" (SRA), czyli mówiąc po polsku - kąt nachylenia igły, który powinien wynosić dokładnie 90 stopni. To właśnie on definiuje wysokość na jakiej powinno się ustalić położenie korpusu ramienia i nie jest bezposrednio zależny od kąta nachylenia wspornika na którym mocuje się igłę. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli mylnego założenia, że ów kąt zawsze i niezmiennie wynosi dokładnie 20 stopni (wg normy DIN IEC98). Zakładając jednak hipotetycznie sytuację, w której wspomniany kąt rzeczywiście wynosi wspomniane 20 stopni a igła została osadzona w trzpieniu idealnie pod kątem prostym możemy ustawić ramię idealnie równolegle do powierzchni płyty. Jednak to tylko teoria. Co z tego wynika ? W konsekwencji zdarzają się takie sytuacje, w których, aby uzyskać optymalne brzmienie, rura ramienia niekoniecznie musi być ustawiona idealnie w pozycji horyzontalnej. I właśnie taką sytuację sprokurowałem w trakcie wspomnianej na wstępie prezentacji, w której uzyskanie najlepszego brzmienia wymagało uniesienia korpusu ramienia o dwa milimetry powyżej punktu w którym znalazło by się idealnie równolegle do powierzchni płyty. Jeden z uważnych uczestników owej prezentacji, zachwalając jakość dźwięku zwrócił uwagę na fakt, iż jego zdaniem, cytuję: "...gra wyśmienicie, ale VTA jest za wysoko…" Przyznam, że owa uwaga stała się przyczynkiem do powstania tego tekstu, w którym chcę wyczulić na to by w przypadku regulacji wysokości ramienia nie trzymać się kurczowo zasady iż musi być ono idealnie równoległe do powierzchni płyty.
W tym miejscu jeszcze raz powtarzam, że taka sytuacja w żadnym wypadku nie świadczy o wadzie wkładki, ramienia, czy gramofonu. Jest jedynie, podobnie jak w przypadku ustawienia siły nacisku parametrem, który nie jest do końca znormalizowany i często zależy od indywidualnych rozwiązań konstrukcyjnych stosowanych przez producentów.

Temat wysokości ramienia i jego wpływu na brzmienie bedzie jeszcze poruszony w kolejnych tekstach.