Po wykonaniu matrycy rozpoczyna się zasadniczy proces tłoczenia płyt zwanych potocznie winylowymi. Piszę potocznie, bowiem w praktyce nie stosuje się winylu w czystej postaci – zresztą każdy z czytelników może odpowiedzieć sobie na pytanie: ile razy spotkałem się z przeźroczystą płytą gramofonową? Osobiście miałem okazję widzieć takie cudeńko tylko kilkanaście razy w życiu, co przy dosyć częstym kontakcie z płytami daje pojęcie o skali takiej produkcji... Jako, że nie istnieje żadna norma określająca skład mieszanki, z której wykonuje się płyty, producenci sami ustalają jej zawartość i proporcje. Stąd właśnie biorą się różnice w brzmieniu płyt pochodzących nawet od tego samego producenta, różniących się jednak „wiekiem” wykonania. Można powiedzieć, że z płytami jest jak z winem – trafiają się lepsze, lub gorsze roczniki. Miarą jakości dodatków do winylu jest ich ziarnistość, im mniejsze cząsteczki, tym lepszy składnik. Często do mieszanki dodaje się sadzy, która zmniejsza ziarnistość powierzchni, dodatkowo nadając płycie głębokiej, matowej czerni. Podsumowując temat materiału na płyty – z punktu widzenia procesu technologicznego mieszanka musi być plastyczna i odporna na wysokie temperatury, natomiast dla jakości odczytu istotne jest zachowanie minimalnej ziarnistości powierzchni. Sam proces tłoczenia można porównać do przyrządzania gofrów – formowany materiał umieszczony jest w prasie, która w wysokiej temperaturze pod naciskiem około 200 ton wytłacza strukturę rowków za pomocą wcześniej wykonanych matryc. W skrócie wygląda to tak: mieszanka, z której wykonana będzie płyta zostaje podgrzana do temperatury nadającej jej bardzo dużą plastyczność, następnie surowiec zostaje umieszczony w prasie, gdzie za pomocą strumienia gorącej pary „zmiękcza” się dodatkowo jego powierzchnię. Ten zabieg pozwala na dokładne odwzorowanie struktury rowków. Utrwalenie powierzchni odbywa się poprzez szybkie schłodzenie płyty wodą. Oczywiście cały proces termiczny nie jest przeprowadzany bezpośrednio na powierzchni materiału – wszystko odbywa się za pośrednictwem matryc. W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć o etykietach informacyjnych, oraz o zewnętrznej krawędzi płyty. Te pierwsze są umieszczane na powierzchni bezpośrednio w trakcie procesu tłoczenia – stąd ich doskonała przyczepność. Obcięcie płyty do odpowiedniej średnicy następuje z reguły już na etapie tłoczenia, chociaż istnieją producenci, którzy wykonują tę operację już na samym końcu za pomocą specjalnych obrabiarek.

 

Josh Miller/CNET

Josh Miller/CNET

 

Opisany powyżej proces tłoczenia płyt nie jest jedynym stosowanym w przemyśle muzycznym, lecz zasada pozostaje ta sama – najwięcej pracy wymaga przygotowanie matrycy – sam proces tłoczenia nie jest już tak skomplikowany. W celu uproszczenia technologii opracowano system zwany DMM (Direct Metal Mastering). Pominięto w nim wykonywanie matryc zwanych potocznie matką i synem. Tłoczenie płyt wykonuje się bezpośrednio z pierwszej matrycy – ojca. Teoretycznie pozwala to uzyskać lepszą jakość wytłoczonego materiału – pomija się możliwe do wystąpienia błędy przy produkcji dwóch pośrednich kopii. Jednak praktyka pokazała, że ta technologia, wprowadzona na dużą skalę dopiero na początku lat osiemdziesiątych nie daje wyraźnej poprawy brzmienia. Często zdarza się, że płyty tłoczone jako reedycje, wykonane w tym właśnie procesie brzmią gorzej niż ich pierwowzory. Piszę o tym, bowiem czasem spotykam się z opiniami, że DMM to doskonałe rozwiązanie, postrzegane jako idealny system przy tłoczeniu płyt winylowych. Niestety, część właścicieli takich płyt nie bardzo radzi sobie z rozszyfrowaniem skrótu DMM, odczytując pierwsze słowo jako Digital. A przecież wszyscy dobrze wiemy ile zamieszania potrafi narobić to „magiczne” słowo w duszy niejednego audiofila... Stąd już tylko krok do zupełnie niewłaściwej interpretacji zastosowania tej technologii, która z „cyfrówką" nie ma nic wspólnego. Metoda Direct Metal Mastering w swych założeniach pozwala na tłoczenie płyt bliższych oryginałowi i jeśli jest stosowana we właściwy sposób umożliwia uzyskiwać bardzo dobre efekty brzmieniowe.

 

To już ostatnia część tego tekstu, który miał za zadanie wprowadzić Państwa w ten złożony temat. Mam nadzieję, że ten tekst pozwoli fanom „czarnego krążka” na lepsze zrozumienie mechanizmów wytwarzania płyt, dzięki czemu będą w stanie sami odpowiedzieć sobie na pytanie dotyczące jakości ich tłoczenia.