Tak na dobrą sprawę można by cały czas narzekać na to, że nikt nie nagrywa już płyt na miarę sierżanta, jedynki, dwójki, trójki, czwórki, dorsów, ciemnej strony, ściany, boloks, newermajnd czy czort wie czego jeszcze. Gdzie ci następni bitelsi!? Stonsi? Flojdzi? Nikt już tak nie gra, nie ma już takich zespołów, już nigdy, nigdzie, nikt, nie… i tak dalej. W nieskończoność. Pytanie tylko, czy pomiędzy tymi, faktycznie epokowymi albumami nie było nic? Nie powstały świetne płyty, do tej pory dające masę frajdy podczas słuchania? Czy fakt powstania sierżanta deprecjonuje czy wymazuje w ogóle z historii dajmy na to „The Angry "Young" Them!", zapomnianego zespołu Vana Morrisona - Them? Świetnej muzyki zawsze powstawało dużo, do tej pory powstaje, trzeba tylko mieć odrobinę chęci sięgnąć dalej niż do tak zwanego kanonu.
Jedną z takich naprawdę ciekawych, dających sporo radości płyt jest najnowsze wydawnictwo brytyjskiej formacji This Is The Kit. Pod tą nazwą ukrywa się tak naprawdę Kate Stables, prowadząca luźną grupę muzyków, występującą w składzie, który w zależności od potrzeb bądź miejsca koncertu od duetu rozrasta się czasami do kwintetu, ze Stables i Jesse D Vernonem jako stałymi członkami. Grupa od początku działalności w 2006 roku, kiedy na składance „Folk Off” ukazała się piosenka „The Wooden Spoons”, zyskała spore zainteresowanie wśród publiczności, krytyków i DJów stacji BBC, którzy zaczęli często prezentować This Is The Kit na antenie. Wielkim fanem formacji jest między innymi Guy Garvey, lider zespołu Elbow i DJ w radiostacji BBC 6.
Muzyka Stables rozwijała się z płyty na płytę, od debiutu („Krulle Bol”, 2008) w barwach francuskiego Microbe, przez „Wriggle Out the Restless” z 2010, wydaną przez niezależną brytyjską firmę Dreamboat Records, po trzeci, przełomowy album „Bashed Out” (2015) wydany już przez Brassland Records, prowadzony przez braci Dessnerów z The National. Z każdą kolejną płytą aranżacje stawały się coraz ciekawsze, od absolutnego minimalizmu na „Krulle Bol” po eksperymenty z szerszym instrumentarium i popowymi melodiami na „Bashed Out”.
Najnowsze wydawnictwo This Is The Kit, zatytułowane „Moonshine Breeze”, wydane dla Rough Trade, jednej z najciekawszych obecnie wytwórni specjalizujących się w szeroko pojętej muzyce indie, jest zdecydowanie najdojrzalszą płytą w dyskografii Brytyjki. O ile wcześniejsze albumy już były bardzo dobre, o tyle nowy to już światowy poziom. Stables muzycznie zrobiła tutaj niejako krok wstecz, jakby zdecydowała, że nie do końca dobrze się czuje w stylistyce z poprzedniego krążka. Ponownie uprościła swoją muzykę, nie pozbawiając jej jednak fantastycznej melodyki, którą wypracowała na kolejnych albumach. To cofnięcie się do korzeni okazało się strzałem w dziesiątkę. „Moonshine Freeze” w dużym uproszczeniu można określić jako połączenie nowoczesnego folku spod znaku Sufjana Stevensa z alternatywą à la PJ Harvey (produkcją płyty, podobnie zresztą jak „Krulle Bol”, zajął się współpracownik Polly Jean, John Parish). Minimalistyczny początek płyty, przepiękny „Bullet Proof”, śmiało mógłby znaleźć się na „Seven Swans” Sufjana, to samo „Riddled with Ticks”. Duch Harvey unosi się choćby nad „Hotter Colder”, brzmiącym jak hołd dla „Stories From the City, Stories From the Sea”. Wokalnie jest ta muzyka jednak bardziej delikatna, niż twórczość Harvey, momentami, np. w świetnej, prostej, nawiązującej do twórczości Nicka Drake’a piosence „Show Me So”, jej głos przypomina trochę Emilianę Torrini z płyty „Fisherman’s Woman”. Te wszystkie nawiązania nie są jednak oczywiste, nie można powiedzieć, że Stables „pożycza” sobie tematy od koleżanek i kolegów po fachu. This Is The Kit idzie po prostu drogą, którą przed nią szło już sporo artystów. Robi to jednak w wyjątkowo dobrym stylu, a dobrej muzyki nigdy za wiele.

 

 

Płyty CD/LP kupisz na voiceshop.pl