Jednym z najważniejszych argumentów w dyskusji na temat wyższości standardu CD nad płytą gramofonową jest taki, iż ta pierwsza nie szumi, że podczas jej odtwarzania słychać wyłącznie muzykę a nie towarzyszący jej odtwarzaniu szum i trzaski. Nie będę się teraz zagłębiał w tą dyskusję, postaram się zająć kwestią wspomnianych szumów nośnika, na które składa się kilka czynników. Część z nich jest związana z fundamentalnymi zasadami działania gramofonu, część jest uzależniona od technologii wykonania płyty, niektóre są zależne od konfiguracji gramofonu, pozostałe od kondycji odtwarzanej płyty. Na początek opiszę główne czynniki wynikające z samego sposobu odczytu, oraz te wynikające z technologii wykonania płyt, czyli takie na które generalnie nie mamy wpływu jako odbiorcy.

Odtwarzanie sygnału zapisanego na płycie gramofonowej jest procesem elektromechanicznym, który w tym konkretnym przypadku polega na przetworzeniu drgań mechanicznych generowanych poprzez igłę poruszającą się w wyżłobionym w powierzchni płyty rowku, na sygnał elektryczny. Dokładniej to zagadnienie opisałem w tekście: http://fanalog.pl/article/wkladka-gramofonowa-%E2%80%93-budowa-dzialanie-.html Podczas kontaktu igły z powierzchnią płyty występuje tarcie, które generuje szum wynikający z fizycznych podstaw tego zjawiska. Własnie z tego względu nie da się przy tej formie odczytu uzyskać odstępu sygnału od szumu powyżej granicy 80 dB, a i tak jest ona wytyczona teoretycznie. Pamietajmy, że skupiam się wyłącznie na szumach powstających podczas kontaktu igły z powierzchnią płyty. Na szczęście akurat ten czynnik nie jest decydujący przy podsumowaniu wszystkich elementów generujących szum w gramofonie - o wiele więcej zakłóceń wprowadza układ napędowy, ale o tym będzie mowa w innym tekście. Wracając do szumu samej płyty przejdę do najważniejszego czynnika decydującego o tym na ile płyta szumi, czyli składu mieszanki, oraz procesu tłoczenia. Współcześnie tłoczone płyty, szczególnie te wydawane przez renomowane wytwórnie w postaci audiofilskich tłoczeń o masie 180 i wiecej gramów są wykonywane z najwyższej jakości składników, dzięki czemu ich poziom szumów własnych jest bardzo niski. Wynika to ze wspomnianych składników, oraz ścisłej kontroli produkcji. Dawniej różnie bywało z jakością mieszanki, która często pochodziła z recyclingu starych płyt. Sama zasada odzysku jest godna pochwały, jednak był w tym procesie pewien problem, który w przypadku skali ówczesnej produkcji i konieczności szybkiego pozyskiwania składników przyczyniał się do zwiekszenia poziomu szumów płyty. Chodzi o naklejkę - popularny label, znajdujący się w środku każdej płyty. Jest on mocowany do płyty już na etapie tłoczenia czyli w wysokiej temperaturze, dzięki czemu doskonale trzyma się na jej powierzchni. Jednak w momencie ponownego pozyskiwania materiału ta cecha staje się przeszkodą bowiem trudno jest oddzielić papier, który został dosłownie wtopiony od tworzywa. Opracowano technologię w której specjalny tłok wycinał środek z naklejką, ale wiązało się to z przepowadzeniem dodatkowego etapu, który zabierał czas, oraz zmniejszało ilość odzyskiwanej masy. I w ten sposób nie zawsze dokładnie usunięty papier trafiał do tłoczni powodując pogoreszenie jakości mieszanki. Ta cecha dotyczy w większości płyt tłoczonych w latach 70 i 80-tych, w szczególności reedycji najpopularniejszych tytułów. Niestety masowa prdukcja "hitowych" wydawnictw niosła ze soba kolejny czynnik degradujący już nie tylko jakość samej mieszanki, ale co garsza jej brzmienie - często wykorzystywano matryce ponad ich nominalną wytrzymałość. Choc ta cecha nie jest też obca nośnikowi cyfrowemu, gdzie również jakość matrycy tłoczącej ma bezposredni wpływ na brzmienie.
To tyle w skrócie o czynnikach powodujących szum płyty, na które nie mamy wpływu. W drugiej części zajmę się tymi, które możemy w pewnym zakresie ograniczyć.