Film Ridleya Scotta "Blade Runner" z 1982 roku dla fanów science - fiction jest po prostu święty. Podobnie jest z oryginalną ścieżką, którą stworzył Vangelis. Połączenie rewelacyjnego filmu i rewelacyjnej muzyki musiało w efekcie dać niezapomniane arcydzieło. 35 lat po tym obrazie powstała kontynuacja, którą podjął sie reżyser Denis Villeneuve. Podkład muzyczny stworzył tandem Hans Zimmer i Benjamin Wallfisch - wspólnie podpisali wszystkie kompozycje. Album zawiera także piosenki Elvisa Presleya i Franka Sinatry oraz na samo zakończenie utwór śpiewany przez Lauren Daigle. 

Klasyczna ścieżka skomponowana przez Vangelisa oparta była całkowicie na muzyce elektronicznej. Tym samym tropem poszli Zimmer/Wallfisch, którzy nawiązali do kompozycji Greka. Na szczęście nie starają się go kopiować, tylko umiejętnie przywołali klimat starych nagrań, tworząc w ten sposób ciągłość pomiędzy obrazami. Kompozycje z nowego "Blade Runnera" porażają intensywnością i siłą dźwięku. Mniej w nich nostalgii, a więcej mroku i egzystencjalnej pustki. Tajemnicze, mocno syntetyczne dźwięki, które często przeradzają się w swoiste alarmowe syreny lub odgłosy silnika, mogą przytłaczać swoją potęgą. Po dawkach dźwiękowego ataku następują chwile wytchnienia w postaci mocno minimalistycznych, ambientowych plam. Taki jest otwierający płytę utwór "2049" oddający bezkresne, zdehumanizowane pejzaże oraz betonową, skrzącą się od świateł dżunglę - czyli miasto przyszłości. "Wallace" jest tak niepokojący, że bez problemu sprawdziłby się w dobrym horrorze. Nawet liryczne momenty takie jak "Messa" są podszyte melancholijnym niepokojem i wgryzającymi się w mózg dźwiękami. Niewątpliwie autorzy zafascynowani są współczesną muzyką klasyczną, której formalne rozwiązania przekazują za pomocą nowoczesnych technolgi, np. "Someone Lived This". Wpływ mistrza ambientu Briana Eno najbardziej uwidacznia się w pięknej, dające ukojenie kompozycji "Joi". Numery najbardziej zgrzytliwe takie jak "Hijack" i "Sea Wall" mogłyby na warsztat wziąć kapele industrialne w stylu Ministry. Bezpośredni cytat z Vangelisa otrzymujemy w postaci "Tears In The Rain", podczas którego robi się absolutnie pięknie. Najdłuższy na albumie, tytułowy "Blade Runner" zbiera różne wątki z wcześniejszych kompozycji i zgrabnie łączy je w jedną całość. Należy wspomnieć o zwykłych piosenkach pop, które o dziwo idealnie pasują do nowoczesnego otoczenia. Elvis Presley i Frank Sinatra uosabiają tęsknotę za starymi, dobrymi czasami, które odeszły już na zawsze i nigdy nie wrócą. Czytanie końcowych napisów umila "Almost Human", zaśpiewany w stylu Adele przez Lauren Daigle. 

"Blade Runner 2049" jako film budzi sporo kontrowersji i nie musi podobać się starym fanom. Soundtrack jest moim zdaniem zdecydowanie lepszy i może swobodnie funkcjonować poza obrazem. Twierdzę nawet, ze słuchanie go w oderwaniu od filmu zdecydowanie działa na jego korzyść. Realizacja dźwięku jest perfekcyjna, audiofile i miłośnicy spektakularnych efektów muzycznych będą dosłownie zachwyceni.

 

Płytę 2LP kupisz na voiceshop.pl