25 lat które minęły od wydania poprzedniej, rockowej płyty „Amused To Death” to szmat czasu. Dokładnie tyle czekaliśmy na nową płytę dawnego lidera Pink Floyd. W końcu ukazała się i przynosi wiele zaskakujących dźwięków.

Album włączyłem osobie, która na co dzień nie zajmuje się zawodowo muzyką, nie jest też zagorzałym słuchaczem i fanem muzyki. Zapytana o  wykonawcę (nie wiedziała kto gra), dosłownie po 2 minutach odtwarzania dysku oznajmiła, że ta muzyka przypomina Pink Floyd. Tak, album Watersa to sentymentalna podróż w przeszłość, do lat 70. XX wieku i próba odkurzenia dźwięków ze starych nagrań słynnego zespołu. Basista ma do tego pełne prawo, ponieważ był współtwórcą sukcesów formacji, a od płyty „Animals” został jej liderem. Dlatego swoje najnowsze dzieło zaczyna bez zażenowania w stylu mitycznego otwieracza z „The Dark Side Of The Moon”. Producent albumu Nigel Godrich, znany ze współpracy z Radiohead zadbał by brzmienie było surowe, twarde, nie tak dopieszczone jak na starych płytach Watersa i Pink Floyd. Nie spodziewajmy się pogłosów, przestrzeni, fajerwerków, dominuje konkret, a muzyka jest tylko tłem dla wokalu Watersa. Surowy, rockowy skład jest uzupełniany smyczkami i dyskretnymi instrumentami klawiszowymi. Waters w typowy dla siebie, zgorzkniały i bezkompromisowy sposób śpiewa o mało optymistycznych aspektach życia na naszej planecie. Podejmuje wątki które od dawna dominują w jego twórczości: wojny, niesprawiedliwości, dzikiego kapitalizmu, ekologii,  uchodźców, nieudolności i korupcji polityków. Wokalista w swoich osądach jest bezlitosny, obnaża głupotę nawet nie pojedynczych ludzi ale całych społeczeństw, które oskarża o bierność, pazerność i ślepy pęd ku materialnym dobrom.  „Is This The Life We Really Want” najmocniej przypomina mi albumy „The Animals” i „Final Cut” – podobne, mocno rockowe dźwięki i ten charakterystyczny klimat. Można się o tym przekonać słuchając  utworów: „Smell The Roses”, „Broken Bones”, „Picture That”. „Bird In A Gale” przenosi nas w klimat płyty „Wish You Were Here”. Fan Pink Floyd/Rogera Watersa możne mieć frajdę w poszukiwaniu takich kontekstów i powiązań. Absolutnie nie należy jednak traktować nowego dzieła Anglika jak auto plagiatu. Artysta ma ciągle sporo do zaproponowania w warstwie muzycznej, a teksty niestety pisze mu samo życie.

 

 

Płyty CD/LP kupisz na voiceshop.pl