Na początek krótki rys historyczny:
1988 – z inicjatywy byłych członków grupy Green River - Stone’a Gossarda, Jeffa Amenta i Bruce’a Fairweathera, ex-perkusisty Skin Yard Grega Gilmore’a oraz wywodzącego się z Malfunkshun wokalisty Andrew Wooda, powstaje w Seattle zespół Mother Love Bone, który w krótkim czasie zdobywa na tamtejszej scenie muzycznej znaczną popularność, stając się jedną z nadziei amerykańskiego rocka.
1989 – muzycy podpisują kontrakt z wytwórnią Polygram i wydają EP-kę „Shine” oraz pracują nad pełnowymiarowym albumem, którego premiera planowana jest na wiosnę następnego roku.
marzec 1990 – w wyniku przedawkowania heroiny umiera wokalista Andrew Wood, grupa Mother Love Bone przestaje istnieć.
Jesień 1990 – ukazuje się pośmiertnie płyta „Apple”, hardrockowo-glamowy cios, inspirowany dokonaniami między innymi Led Zeppelin, Aerosmith, The Cult, Kiss oraz T.Rex; Gossard (gitara) i Ament (bas) formują nowy zespół Mookie Blaylock (tak nazywa się ich ulubiony gracz koszykarskiej ligi NBA), przemianowany następnie na Pearl Jam; w skład grupy wchodzą jeszcze gitarzysta Mike McCready, poznany podczas przypadkowego jammowania, oraz Eddie Vedder, wywodzący się z San Diego surfer i wokalista, polecony przez perkusistę Red Hot Chili Peppers Jacka Ironsa, grupę uzupełnia perkusista Dave Krusen.
Wiosna 1991 – w hołdzie dla Andrew Wooda wydany zostaje doskonały, elegijny w charakterze, album „Temple Of The Dog”, projekt powstały z inicjatywy wokalisty Soundgarden Chrisa Cornella, a nagrany z udziałem Matta Camerona (perkusista Soundgarden), Gossarda, Amenta, McCready’ego i Veddera; dla dwóch ostatnich jest to pierwsze doświadczenie jeśli chodzi o proces profesjonalnej pracy w studio nagraniowym
Jesień 1991 – wychodzi album „Ten” grupy Pearl Jam, jeden z najbardziej spektakularnych debiutów ostatniej dekady XX w.

„Ten” obok „Nevermind” Nirvany i „Badmotorfinger” Soundgarden to jedna z trzech największych detonacji na grungowej scenie miasta Seattle w stanie Washington. Ale o ile Nirvana była bardziej punkowa, a Soundgarden metalowo-psychodeliczny, tu dostajemy jeden z najlepszych w historii przykładów hard rocka inspirowanego muzyką przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Duch pochodzącego z tego samego miasta, najwybitniejszego muzyka rockowego Jimi Hendrixa, jest tu wszechobecny. Gitarowe solówki są więc tak samo szalone i brudne jak u mistrza. Do tego mamy fantastyczne, chwytliwe i melodyjne riffy grane z zeppelinowym luzem i swobodą oraz w wielu miejscach funkowy groove perkusji. Wokal Veddera jest mroczny i niesamowicie ekspresyjny. Jest w nim i szaleństwo, i rozpacz, i ból , i cierpienie, i furia, ale także subtelność i delikatność, które doskonale oddają tematykę tekstów, często opartych na prawdziwych wydarzeniach i traktujących o niewesołych aspektach życia. A całość jest tak nagrana, jak byśmy słuchali porażającego, spontanicznego koncertu. To płyta kompletna, legendarna, bardzo ważna dla rozwoju rocka lat dziewięćdziesiątych. To arcydzieło, do dnia dzisiejszego pozostające największym sukcesem artystycznym i komercyjnym zespołu. To album, który po prostu trzeba mieć w swojej kolekcji!

 

 

Płytę LP kupisz na voiceshop.pl