Było sobie dwóch braci: Liam (wokal) I Noel Gallagher (gitara). W latach 90. XX wieku założyli zespół Oasis, który stał się największym objawieniem muzyki z Wielkiej Brytanii od czasów The Beatles. Ich płyty dosłownie biły wszelkie rekordy sprzedaży i popularności, a koncerty wyprzedawały się na pniu. Niestety  braci łączył toksyczny związek obfitujący w nieustanne konflikty i bójki, które ostatecznie doprowadziły do rozpadu zespołu. Obydwaj rozpoczęli kariery solowe, przy czym płyty Noela były zdecydowanie ciekawsze i popularniejsze od dokonań młodszego brata. Niedawno Liam wydał album ”As You Were”, brzmiący jak kolejne dzieło Oasis. Noel odpowiedział krążkiem „Who Built The Moon”, który według mnie dosłownie miażdży dokonanie brata.

Starszy z Gallagherów potrafił uciec od estetyki Oasis w kierunku bardziej uniwersalnej, alternatywnej odmianie muzyki rockowej. Pomógł mu w tym niesamowity talent kompozytorski i… słabsze umiejętności wokalne, które nie nasuwają natychmiastowych skojarzeń z macierzystą formacją. Zestaw rozpoczyna się od trzęsienia ziemi czyli utworu „Fort Knox”. Futurystyczne, zagęszczone brzmienie przywołujące klimat dokonań zespołów pokroju: Primal Scream, Kasabian i Stone Roses. Dziwne wokalizy i rytmy łączą się w fantastyczny, psychodeliczny i żywiołowy lot. „Holy Mountain” może być przykładem wzorcowego przeboju, który zaistniałby w każdej dekadzie rocka; od lat 50. do czasów współczesnych. Piosenka ma niesamowity pęd i przebojowy refren, taki w starym, dobrym stylu. „Keep On Reaching” zawdzięcza wiele dokonaniom takich grup jak Black Keys, pojawia się w nim nawet rhythm’n’bluesowa sekcja dęta. Syntetyczny „It’s A Beautiful World” pasuje do nowoczesnej sceny synth pop. Wolny, psychodeliczno – bluesowy „Be Careful What You Wish For” z racji rozwiązań brzmieniowych nawiązuje do dokonań artystów z szóstej dekady XX wieku. „If Love Is The Love” harmoniami wokalnymi i brzmieniem może śmiało konkurować z przebojami ambitnych Beach Boys.   Niezły muzyczny mix panuje w „The Man Who Built The Moon”; iście gotycki rozmach, melodie a niech tam… Oasis i odrobina eksperymentów. Płytę podsumowuje krótka, instrumentalna miniatura „End Credits”, będąca świetnym zwieńczeniem całego zestawu. Wykonanie jest wyborne, słychać, że muzyków rozsadza pasja, grają energetycznie, bardzo rockowo. Nie uświadczymy tutaj wypełniaczy, mdłych kompozycji zrobionych na siłę. Proste z pozoru piosenki przy wnikliwym słuchaniu ujawniają całą swoją pomysłowość i frapujące szczegóły aranżacyjne. Noel nie jest już młodzieniaszkiem, tym bardziej zdumiewa jak świeże i porywające potrafi ciągle nagrywać płyty. Brawo.  

 

Płytę LP kupisz na voiceshop.pl