Wyjątkowy album w dorobku wielkiego Neila Younga. Legendarny Kanadyjczyk, miłośnik nowych technologii, natury i zaciekły wróg korporacji, płytę "The Hitchhiker" nagrał 41 lat temu, w 1976 roku. Wtedy jednak się nie ukazała. Album ma premierę dopiero teraz, jako 38. studyjny materiał jednego z ojców chrzestnych grunge'u, indie rocka i folk rocka. Piosenki na album Neil nagrał w Indigo Ranch Recording Studio w Malibu, w Kalifornii. Jedyna sesja, podczas której zarejestrowano wszystkie utwory, odbyła się w nocy, a rejestrował ją David Briggs, będący również współproducentem płyty.
Piosenki powstały w bardzo dobrym, twórczym okresie w życiu Neila. Jak wspominał po latach, napisanie utworu "Pocahontas" zajęło mu zaledwie 20 minut. W tej nocnej sesji wyczuwa się wielką wenę jaka spłynęła na Younga, jego geniusz rozkwita w każdej piosence. Oczywiście nie ma tutaj mowy o studyjnej maestrii produkcyjnej i aranżacyjnych smaczkach. Kompozycje można traktować jak demo zagrane tylko przez jedną osobę, ale demo na granicy geniuszu. Ten typ tak miał - brał gitarę i nagrywał z marszu, na "setkę" epokowe piosenki. Później te kompozycje w nieco innych, wzbogaconych wersjach znalazły się na kolejnych wydawnictwach Kanadyjczyka: "American Stars 'n Bars", "Decade", "Comes A Time", "Rust Never Sleeps", "Hawks & Doves", "Le Noise". Na "Hitchhiker" są dwie, absolutnie premierowe piosenki "Hawaii" i "Give Me Strength". Posłuchajcie ascetycznej wersji "Powderfinger" - odlecicie w stratosferę.

 

 

 

Płytę LP kupisz na voiceshop.pl