Lou Reed to jeden z ostatnich rockowych poetów, artysta bezkompromisowy, twórca i lider zespołu The Velvet Underground, kultowej grupy której twórczość początkowo niezrozumiała z upływem czasu stała się kanonem muzycznym dla przyszłych pokoleń. W 1970 roku opuścił The Velvet Underground z poczuciem porażki i niechęci, porzucił rodzinny Nowy Jork i przeniósł się do Anglii. W wytwórni RCA zadebiutował nieudanym solowym albumem ,,Lou Reed”, niosącym piętno poprzedniego zespołu, stworzonym nieco chaotycznie przy udziale muzyków sesyjnych. Na szczęście na jego drodze pojawił się niegdysiejszy wielbiciel twórczości The Velvet Underground, odnoszący coraz większe sukcesy artysta David Bowie, który ze swoim niezwykle uzdolnionym gitarzystą Mickiem Ronsonem wyprodukował i zagrał na nowej płycie. Nagrany w sierpniu 1972 roku w Trident Studios w Londynie album ,,Transformer" do dziś zadziwia niespotykanym dramatyzmem, efektownym brzmieniem i ponadczasowymi tekstami. Pomimo swej niesłychanej różnorodności zadziwia spójnością. To wybitnie ujęte w słowa studium ludzkiej samotności w wielkomiejskim krajobrazie. Perfekcyjny "antyhit" ,,Walk On The Wild Side” z niezwykle szczerym i szokującym tekstem, w którym bas nietypowo tworzy linię melodyczną, żeński chór podejmuje od Lou Reeda zaraźliwy refren, a na końcu wybrzmiewa znakomita partia saksofonu barytonowego w wykonaniu Ronniego Rossa. To prawdziwie ponadczasowy, muzyczny majstersztyk. Kolejnym skarbem z tej płyty jest ,,Perfect Day”: przejmująco smutna melodia z niezwykle optymistycznym tekstem, który kończy efektowny 4-krotnie powtarzany wers: ,,Zbierzesz tylko to, co zasiejesz”. Surowy, gitarowy ,,Vicious” nawiązuje do twórczości The Velvet Underground, lecz posiada zdecydowanie większą dawkę rockowej energii. Aż dziwne, że niezwykle przebojowy ,,Satellite Of Love” z urzekającym refrenem nie namieszał w swoim czasie na listach przebojów. Znakomite aranżacje wokaliz w których udziela się Bowie są dziełem Micka Ronsona. Tekst cynicznie nawiązuje do drobnomieszczańskiej wizji współczesnej cywilizacji: ,,Satelita odleciała w stronę nieba, jak rzeczy, które mnie nakręcają. Prosto z mojej głowy. Satelita odleciała w stronę Marsa, który już niedługo będzie zapełniony parkującymi samochodami. Patrzyłem na to przez chwilę. Lubię oglądać telewizję.” ,,Wagon Wheel” oraz ,, I’m So Free” swobodnie mogły rozgrzać taneczne parkiety. Jazzujący, zaaranżowany w stylu nowoorleańskim  "Goodnight Ladies” mógłby ilustrować nigdy niezrealizowany musical Andy’ego Warhola. ,,Transformer” to ikoniczna płyta, wynosząca rockową poezję na niespotykany dotąd poziom, przełamująca wszelkie tekstowe tabu, opisująca meandry życia niezwykle szczerym, czasem ironicznym przekazem. Spotkałem się z opinią, że Lou Reed był dla rock & rolla tym, kim Miles Davis dla jazzu. Usunął wszelkie muzyczne granice łącząc wodewilowe tradycje z free jazowymi improwizacjami, gitarowy skowyt z aktorskimi melodeklamacjami. W poetyckim przekazie słownym nie było żadnego tematu, który obawiałby się poruszyć. Jego największym, niespełnionym, muzycznym marzeniem była wspólna sesja z Ornette Colemanem, którego utwór ,,Lonely Woman” uważał za najważniejszą melodię jaką kiedykolwiek napisano. Lou Redd Zmarł 27 października 2013 roku po nieudanym przeszczepie nerki. Jego najbliższy przyjaciel wspominał: ,,W piątkową noc przed śmiercią, Laurie (Anderson – żona muzyka) zaprosiła Jenni Muldaur oraz mnie, abyśmy przyszli i zostali z nim. Wszyscy siedzieliśmy na podłodze w jego domu i słuchaliśmy muzyki. W pewnej chwili on wstał i mając łzy w oczach powiedział: Pamiętajcie o mnie, jestem bardzo uwrażliwiony na piękno. Wiele ważnych słów padło jeszcze tej nocy. To była wspaniała, naprawdę wspaniała noc. I ciągle widzę ,,gęsią skórkę” na jego ramieniu”. Gdy słuchamy jego płyt Lou zdaje się mówić: ,,Bawcie się dobrze...”

Obok "Transformer" wyszły wznowienia innych, legendarnych płyt Reeda: "Berlin", "Blue Mask" i koncertowa "Rock' N Roll Animal".

 

 

Płyty LP kupisz na voiceshop.pl