Młode brytyjskie trio zabłysnęło w 2013 roku wydając bardzo dobry debiut „If You Wait”. Dopiero po czterech latach otrzymujemy kolejną płytę, która pod wieloma względami przebiła swoją poprzedniczkę.

London Grammar stawiają przede wszystkim na klimat i minimalizm muzyczny. Główny atut formacji to nieziemsko piękny głos Hannah Reid, jej koledzy: Dana Rothman i Dominic Major potrafią obudować go intrygującymi, zwiewnymi dźwiękami. Nowa płyta jest jeszcze bardziej oszczędna muzycznie niż debiut. Głos Hannah został maksymalnie wyeksponowany, a ona sama zdecydowanie dojrzała jako wokalistka, teraz brzmi jak połączenie najlepszych cech Nico, But for Lashes, Florence Welch i Annie Lennox. Jej partie wokalne są popisowe ale nie rozbuchane, odpowiednio kobiece i zmysłowe, przy tym odrobinę mroczne, zdystansowane. Muzyka sprawia wrażenie naturalnej, nagranej jakby na koncercie, ponieważ poszczególne dźwięki podróżują tuż za wokalistką, obserwowują ją i reagują na jej zmiany. Ewidentnie wyczuwa się interakcję i telepatyczne porozumienie miedzy muzykami. „Mniej znaczy więcej”, ta maksyma w muzyce rockowej sprawdzała się nad wyraz często, zastosowano ją też na tej płycie. Weźmy pierwszy z brzegu „Big Picture”, numer składa się tylko z pięknej melodii, która nie jest zniszczona ekspansywnym podkładem muzycznym, ten dopiero nabiera rozmachu po części wokalnej. Hymnowaty „Who I Am” to praktycznie tylko głos Reid i syntetyczna perkusja oraz jeden akord na klawiszach, a wydaje nam się, że mamy do czynienia z potężnym, symfonicznym numerem. Tego typu granie nie mogłoby się obyć bez genialnej wprost pracy producentów: Jona Hopkinsa, Paula Epwortha i Grega Kurstina, którzy postawili na nowoczesne, pełne pogłosów brzmienie. Płytę powinni posłuchać fani wytwórni 4AD i miłośnicy pięknych melodii podanych w nieoczywistych, zaskakujących piosenkach.

 

 

Płyty CD/LP kupisz na voiceshop.pl