Poprzeczka była ustawiona bardzo wysoko. Debiutancki „Bumerang” Korteza z 2015 roku osiągnął sukces tyleż niespodziewany, co w pełni zasłużony. Niespodziewany, bo zawierał muzykę kompletnie niekomercyjną, ignorowaną przez stacje radiowe bazujące na playlistach, czyli te o największej „słuchalności”. Zasłużony, ponieważ dawno na polskiej scenie muzycznej nie było tak frapującego debiutu, z tak oryginalnym repertuarem, tak ładnymi minimalistycznymi melodiami i tak prawdziwymi tekstami. Co nie częste w polskiej muzyce pop-rockowej tekstami o „kimś” i o „czymś”. Tekstami, które czytane w oderwaniu od kontekstu muzycznego i interpretacji wykonawcy mogły momentami brzmieć banalnie, chociaż zawierały też wiele poetyckiej subtelności. Zaśpiewane jednak przez Korteza zabrzmiały bardzo osobiście, szczerze i uczciwie, co zaowocowało zaproszeniami na liczne festiwale i koncerty klubowe w roku 2016 i możliwością zaprezentowania się szerszej publiczności. Co znamienne, bardziej wyrobieni słuchacze, docenili debiutanta zanim jeszcze na jesieni 2015 roku ukazał się cały album. Utwór „Zostań”, który pojawił się na antenie radiowej „Trójki” wiosną wspomnianego roku, dotarł do pozycji trzeciej LP3 ustępując jedynie Lao Che i Voo Voo. Doszły do tego entuzjastyczne recenzje krytyków w mediach i na portalach muzycznych, dlatego album pokrył się dwukrotną platyną (ponad 90 tys. sprzedanych egzemplarzy). Teraz nadszedł czas na odpowiedź czy artysta udźwignął sukces i spełnił oczekiwania słuchaczy.

Okładka albumu „Mój dom” nawiązuje bezpośrednio do wiekopomnego „Bluesa” Breakoutu – płyty, która pchnęła na początku lat siedemdziesiątych polską muzykę gitarową o kilka kroków milowych do przodu. Jest jeszcze klika innych podobieństw. Obydwa albumy zawierają po 9 kompozycji, są dość krótkie (trwają niewiele ponad pół godziny), a przede wszystkim teksty na nich zawarte obracają się wokół podobnej tematyki i naładowane są potężnym ładunkiem emocjonalnym. Drugie dzieło Korteza to album koncepcyjny, przemyślany od początku do końca, spójny i świetnie ułożony. Znów bardzo prosty, ale subtelny i zgrabny lirycznie dzięki wersom stworzonym we współpracy z Agatą Trafalską, Romanem Szczepankiem (Graftmann), Mateuszem Dopieralskim (Bitamina) i Maksem Kucharskim (Max Fiszer). W warstwie tekstowej opowiadający historię rozpadu związku, a przez to niewymownie poruszający i smutny. Zaśpiewany, czasami wymruczany, tak jak tylko on potrafi, z bardzo wyrazistą melancholijną głębią.
Muzycznie płyta jest dopełnieniem debiutu, z fortepianowo-gitarowymi kompozycjami szlachetnie oszczędnymi i ascetycznymi, czasami podbarwionymi ambientową elektroniką, jak w „Nic tu po mnie” czy „Trudnym wieku”. Budującymi bardzo jednorodny klimat doskonale podkreślający wymowę tekstów. Chwilami tylko mamy żywszy rytm i syntezatorowe krótkie wstawki („Dobrze, że Cię mam”). I tak jest prawie do końca, do momentu gdy zaczyna się ostatni na płycie „Wyjdź ze mną na deszcz”. Wszechobecne syntezatory, niemal dyskotekowy beat, lata osiemdziesiąte, chwytliwy motyw przewodni w stylu Orchestral Manoeuvres in the Dark. Zapowiedź kierunku zmian na kolejnym wydawnictwie? Zobaczymy. Coś się musi jednak wydarzyć, bo nie wyobrażam sobie, aby Kortez utrzymał pozycję i zainteresowanie słuchaczy wydając trzecie wydawnictwo w podobnej stylistyce. Ale póki co nie wybiegajmy w przyszłość i delektujmy się nowym albumem. Poprzeczka nie tylko nie została strącona. Została pokonana ze sporym zapasem.

 

 

Płyty LP/CD kupisz na voiceshop.pl