Skandynawia co jakiś dostarcza nam niezwykłych wykonawców i płyty. Immanu El to szwedzka grupa post-rockowa, która miała w ostatnich latach mocno "pod górkę". Przypadkowo stali się ofiarą "twardego prawa", które mocno przystopowało ich karierę Formacja jednak wróciła mocniejsza i z najlepszą płytą w swojej karierze.

To jest taki album, który po zakończeniu włączamy jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz. Trudno się od niego uwolnić; zniewala pięknymi melodiami, oniryczną, zadymioną atmosferą tajemniczości i smutku. Muzyka wypływa z głośników powoli, w tym czasie kompozycje mają czas na piękne rozwinięcie się, wybrzmienie. Ten album może konkurować z legendarnym "Ágætis Byrjun" Sigur Rós, przy czym Szwedzi zdecydowanie stoją po stronie klasycznej piosenki, choć zdarzają się im wyprawy w kraine klasycznego ambientu. Największe wrażenie robi właśnie instrumentalny utwór "Dvala", podobne dźwięki, które stworzył Nick Cave i Warren Ellis możemy teraz podziwiać w serialu "Mars". Nieskończenie, kosmicznie piękna muzyka. Kompozycja płynnie przechodzi w "Hours", który powala majestatyczną tajemniczością i potęgą brzmienia - tutaj naprawdę warto podkręcić wzmacniacz. "Completorium" - czy tak brzmiałaby muzyka The Beatles w XXI wieku?

 Płyta świetnie brzmi, przestrzennie, dynamicznie, a zarazem ciepło. Na albumie nic nie zgrzyta, pod każdym wzgledem jest perfekcyjny.

Absolutnie polecam!

 

 

Płytę CD kupisz na Voiceshop.

 

Bogusław Zajączkowski