Gregory Porter to obecnie największa gwiazda wokalnego jazzu na świecie. Artysta jest w każdym calu wyjątkowy. Jego kariera rozwija się nietypowo - pierwszą płytę „Water” (2010) wydał mając 39 lat! Niesamowicie późny debiut, nawet jak na standardy obowiązujące w muzyce jazzowej. Porter dysponuje niesamowitym barytonem, który brzmi ciepło, przyjaźnie, a w jego wokalistyce wyczuwa się po prostu radość muzykowania, same pozytywne emocje. Gregory potrafi świetnie swingować, improwizować, ale niczego nie robi na siłę. Popisy wokalne nie przysłaniają kompozycji, melodii, tworzą spójną całość z muzyką. Wizerunek artysty jest jedyny w swoim rodzaju: zawsze niezwykle elegancki, „dopięty pod szyję”, ale za to noszący sportowe obuwie, a na głowie charakterystyczną czapkę z podpinką przykrywającą dużą część twarzy. Muzyk nie rezygnuje z tego elementu garderoby, występuje w nim na wszystkich zdjęciach, udziela wywiadów prasowych, koncertuje, bierze udział w talk – show itd. Charakterystyczna, potężna postura, eleganckie ubrania, udziwniona czapka i ta radosna, wiecznie uśmiechnięta, brodata twarz – takiego człowieka zapamiętuje się od razu.

Artysta oprócz doskonałego głosu, warsztatu ma do zaprezentowania coś co nie jest często spotykane u muzyków jazzowych – umiejętności kompozytorskie, których jednak nie wykorzystał (z jednym wyjątkiem) na nowej płycie "Nat King Cole & Me". Longplay jest po prostu osobistym hołdem Portera złożonym twórczości wielkiego Nat King Cole’a, który obudził w nim miłość do muzyki.  "Nat King Cole & Me" to pierwszy album artysty nagrany z pełną orkiestrą pod dyrekcją Vince’a Mendozy. Płyta została nagrana w londyńskich AIR Studios i zawiera 12 ulubionych przez Portera nagrań z repertuaru Cole’a, w tym: "Smile", "L-O-V-E" oraz "Nature Boy". Na wydawnictwie znalazła się również inspirowana twórczością Cole’a, jedna, oryginalna kompozycja Portera – "When Love Was King", która pierwotnie pojawiła się na obsypanym nagrodami Grammy albumie "Liquid Spirit"."Powrót do moich korzeni był dla mnie najbardziej naturalnym ruchem. Te korzenie to moja matka; muzyka gospel i Nat King Cole" – wyjaśnia Porter. "Mój ojciec nie był obecny w moim życiu, a słowa piosenek Nata były jak życiowe lekcje, słowa mądrości i ojcowskiej rady jakiej potrzebowałem" – wyjaśnia źródła swojej inspiracji Gregory Porter. "Był jedyny w swoim rodzaju. Pozostawił tak wspaniałą muzykę, że zwyczajnie nie można się nią nie inspirować" – podsumowuje swoją fascynację Colem Porter. Gregory do tematu podszedł z niezwykłym namaszczeniem i szacunkiem. Muzyk jest tradycjonalistą: nie wprowadza unowocześnień, nie miesza gatunków, nie robi ukłonów w kierunku komercyjnie nastawionej publiczności. Utwory mają pięknie wybrzmiewać, układać się w formę „jazzowej piosenki”. Porter śpiewa z wyczuciem, orkiestra koi, a znane od kilkudziesięciu lat standardy na nowo cudownie ożywają. Piękny, ciepły album, który idealnie sprawdzi się na jesienne, ciemne dni. 

 

 

Płytę 2LP kupisz na voiceshop.pl