To już dwunasty album Dana Bejara, znanego głównie z kanadyjskiej indie poprockowej formacji The New Pornograhers, nagrany pod szyldem Destroyer. Ściśle rzecz ujmując Destroyer to tak naprawdę zespół. Bejar wystartował z tym projektem w 1995 roku w Vancouver i pierwszy album, wydany rok później „We’ll Build Them a Golden Bridge”, nagrał rzeczywiście solo, ale przy kolejnych albumach dobierał sobie różnych współpracowników. Destroyer duży rozgłos zyskał poprzednią, doskonałą płytą "Poison Season".Na najnowszej płycie skład rozrósł się już do ośmiu osób. Oprócz standardowego rockowego zestawu gitara-bas-perkusja, mamy tu także instrumenty klawiszowe, trąbkę, saksofony i różnorakie efekty dźwiękowe.

Właściwie nie ma dwóch podobnych płyt tego projektu, za każdym razem Destroyer oferuje coś innego. Jednak mimo tych kalejdoskopowych zmian jest to estetycznie bardo spójne i na swój sposób unikatowe. Brzmienie nowego albumu jest oparte przede wszystkim na syntezatorach i efektach elektronicznych. Inspiracja latami osiemdziesiątymi ubiegłego stulecia jest tu oczywista. Skojarzenia z dokonaniami New Order (zwłaszcza w „A Light Travels Down the Catwalk”) czy Pet Shop Boys (posłuchajcie „La Regle du Jeu”) są jak najbardziej na miejscu. Ale ten, momentami nawet taneczny beat, to tylko baza, podstawa. Bo jest tu i przesterowana gitara elektryczna („Cover From the Sun”), i duet gitary akustycznej z fortepianem (balladowe „Saw You at the Hospital”), i wspomniane wyżej dęciaki, raz brzmiące awangardowo (końcówka „Tinseltown Swimming in Blood”), innym razem bardziej tradycyjnie (jak w „Rome” czy „Ivory Coast”). Wszystko to daje brzmienie bogate i pełne. Nudzić się przy tej muzyce nie sposób, każde kolejne przesłuchanie albumu daje okazję do odkrywania nowych smaczków. Przy tym wszystkim płyta jest bardzo melodyjna, chociaż raczej nie w stylu new romantic. To taki bardziej nostalgiczny, melancholijny, intymny, trochę w klimacie noir album. Ciepły, melancholijny głos Dana Bejara, brzmieniem przypominający Lou Reeda doskonale uzupełnia całość i sprawia, że od pierwszego utworu wiemy kogo słuchamy. Głos to najbardziej charakterystyczny element tej muzycznej układanki, w dużej mierze decydujący o oryginalności Destroyera. Kolejna świetna propozycja Kanadyjczyka. 

 

 

Płytę LP kupisz na voiceshop.pl