Dan Auerbach to już legenda, która w XXI wieku potrafiła odświeżyć staroświecki gatunek – blues. Razem z perkusistą Patrickiem Carneyem współtworzy grupę Black Keys. Formacja opierając się na bazie bluesa potrafi ubrać w ten styl w nowoczesne, alternatywne, rockowe dźwięki, które na dodatek okazały się niezwykle chwytliwe. Duet odniósł gigantyczny sukces, absolutnie nie idąc na żadne kompromisy. Trzy ich ostatnie płyty: „Brothers” 2010, „El Camino” 2011, „Turn Blue” 2014 to już klasyka, którą można śmiało stawiać obok największych dokonań blues/rocka przełomu lat 60. i 70. XX wieku.

Muzyka Bleck Keys ma odpowiedni ciężar gatunkowy, solowe dokonanie Dana Auerbacha jest zdecydowanie bardziej wyluzowane i melodyjne. Przyznam się, że przy pierwszym przesłuchaniu doznałem zawodu i pomyślałem  – to ten sam muzyk który nagrał epokowe „El Cammino”? A potem podszedłem do tego albumu z dystansem, bez napinania się i efekt był piorunujący! Pamiętacie najlepsze momenty z płyt The Beatles, George'a Harrisona, Traveling Wilburys, Beach Boys, Creedence Clearwater Revival, The Band? – takie klimaty znajdziecie na tym albumie. Dominują tutaj przede wszystkim kapitalne melodie i fajne, lekkie, oldschoolowe aranże, stylizowane na lata 60. Otwierający całość „Waiting On A Song” daje dobre pojęcie o  zawartości płyty. Brzmi jak George Harrison, który został zaproszony na sesję The Beach Boys. „Malibu Man” to rewelacyjne organy i smyczki, takie granie dominowało w muzyce soul 50 lat temu. „Shine On Me” mógłby byś ozdobą płyty Travelling Wilburys albo Roya Orbisona – nowoczesny rock’n’roll zagrany z iskrą i humorem. „King Of A One Horse Town” przypomina przeboje pop sprzed półwiecza, ale Auerbach w niezwykły sposób potrafi nadać tej piosence artystycznego szlifu. „Cherrybomb” – zapomniana piosenka folkowa? „Stand By My Girl” ma melodię podobną do hitu „Praice You” Fat Boy Slima – nie szkodzi, Dan prowadzi ją w zupełne inne klimaty niż mistrz electro. „Undertow” - aranżacja tak lekka i tak piękna; orkiestra po prostu porywa, a przetworzony, zdystansowany głos dodaje utworowi niezwykłego uroku. Ostatni numer „Show Me” wypada jak najlepsze piosenki The Clash z płyty „London Calling”, nie potrafię tego wytłumaczyć ale tak mi się ona kojarzy. Ta płyta trwa zaledwie 32 minuty: jest melodyjna, pomysłowa, porywająca, nie na czasie a jednak ponadczasowa, taneczna a pozbawiona tanecznych beatów, żarliwa bez „darcia mordy”, genialna bo stworzył ją geniusz dzisiejszych czasów – Dan Auerbach. Koniecznie posłuchaj tej płyty to tylko pół godziny, a efekt będzie trwał długie dni!

 

 

Płytę CD kupisz na voiceshop.pl