Marc Spitz – autor epickiej biografii Davida Bowie zaczyna swoją książkę o słynnym muzyku sprawozdaniem z kariery… Arcade Fire. Zadziwiający pomysł, zważywszy na to kogo dotyczy historia publikacji – jednego z absolutnie najwspanialszych, rockowych artystów wszech czasów. Jednak rozdział o Arcade Fire ma swój sens. Bowie znany był ze swojej otwartości na nowe gatunki muzyczne i niesamowitego talentu do wyławiania talentów, które potem zmieniały się w ikony muzyki. Przypomnijmy, to on pomógł Lou Reedowi i Iggiemu Popowi odnieść światowe sukcesy, ba prawdopodobnie uratował ich od śmierci. Bowie w drugiej połowie lat 70. dostrzegł zmiany na scenie muzycznej i wraz z Brianem Eno stworzył płyty które stały się wyznacznikiem artystycznych poszukiwań dla nowej generacji rockmanów. W latach 80. perfekcyjnie wykorzystał możliwości MTV, a płyta „Let’s Dance” przysporzyła mu niesamowitą popularność. Lata 90. to otwarcie się Davida na takie nowoczesne gatunki jak: jungle, trip-hop, techno, drum’n’bass itd. Bowie zawsze trzymał rękę na pulsie światowych, muzycznych objawień i pewnego dnia dostrzegł niesamowitą grupę z Kanady, na rzecz której zaczął lobbować twierdząc, że to najwspanialszy zespół na świecie i w jego dłonie przekazuje pałeczkę w muzycznej wymianie pokoleń. 8 września 2005 roku pojawił się na scenie po raz pierwszy po przerwie spowodowanej operacja serca, żeby w trakcie nowojorskiego występu Kanadyjczyków zaśpiewać w spektakularnym "Wake Up", co zwróciło uwagę wielu osób na młodą kapelę. Arcade Fire to zadziwiający ansambl z Montrelau założony przez małżeństwo Wina Butlera i Regine Chassagne, oprócz nich w grupie występują: Richard Reed Parry, Tim Kingsbury, Will Butler, Jeremy Gara. Ich pierwszy album „Funeral” z 2004 roku dosłownie rzucił krytykę i fanów na kolana. Grupa która obok klasycznego instrumentarium używała takich "przyrządów" jak: pianino, skrzypce, altówka, wiolonczela, kontrabas, ksylofon, dzwonki, waltornia, akordeon, harfa, mandolina, lira korbowa, musiała wzbudzać zainteresowanie. Ich alternatywna odmiana muzyki rockowej, ocierająca się o new-folk tchnęła niesamowitą żywiołowością, spontanicznością, rozmachem, który jednak nie przekształcał się w tandetny patos, tylko stanowił doskonałe tło dla tekstów Wina Butlera, wnikliwego obserwatora codziennego życia zwykłego człowieka. Sposób gry i sceniczna prezentacja Arcade Fire przypominały odrobinę grupy hippisowskie w stylu Grateful Dead. Zespół wydawał kolejne płyty idąc dosłownie jak burza po światowych scenach: „Neon Bible” 2007, „The Suburbs” 2010, „Reflector” 2013. Po drodze zdobył najbardziej prestiżowe nagrody w świecie muzyki: „The 2011 Grammy Award” za Album Roku, „The 2011 Juno Award” za Album Roku i „The 2011 Brit Award” za Najlepszy Międzynarodowy Album, to wszystko dla ich trzeciego album The Suburbs. We wcześniejszych latach wygrali „The 2008 Meteor Music Award” za Najlepszy Międzynarodowy Album i „The 2008 Juno Award” za Alternatywny Album Roku za „Neon Bible”. 

Z takim dorobkiem grupa wydała w piątek 28-07-2017 swój piąty album „Everything Now”. Uwagę przyciąga już na samym początku strona edytorska płyty. Rozkładane, tekturowe pudełko, obleczone plastikowym etui na którym wypisane są nazwy piosenek ujęte w… znaki firmowe! Tak formacja wpadła na kapitalny pomysł polegający na tym, że każda piosenka jest „towarem” który obrazuje wyimaginowane logo producenta. Niezwykły efekt potęguje papierowa wkładka z tekstami, która przypomina gazetkę reklamową, gdzie ceny udaje czas trwania piosenek. Ponadto istnieją dwie wresje okładki: dzienna i nocna. Jaki jest przekaz takiej edycji? Żyjemy w czasach dyktatu pieniądza, korporacji, konsumpcji, loga?, każdy może interpretować to na swój sposób. Płyta zaczyna się od trzęsienia ziemi czyli singlowego „Everything Now”. Być może to najbardziej porywająca i przebojowa w tradycyjnym tego słowa rozumieniu piosenka XXI wieku: połączenie stylu Davida Bowie i Abby na bazie muzyki alternatywnej. Potężny numer, przypominający np. monumentalne dokonania Simple Minds nie jest jednak oznaką triumfalizmu, na ziemię słuchacza sprowadza bardzo gorzki, egzystencjalny tekst punktujący miałkość życia w konsumpcyjnym społeczeństwie. „Sings Of Life” to też niewesoły numer o poszukiwaniu szczęścia i sensu życia. Rytmiczny charakter tej piosenki nawiązuje trochę do prototypowych nagrań hip-hopu z początku lat 80. „Creature Comfort” to bezpośrednie nawiązanie do twórczości New Order oraz późnego Joy Division i znowu tekst o rozterkach duchowych zagubionego człowieka, który pragnie zdobyć sławę, ale nie chce zapłacić za to ceny bólu. W tekście nie mogło się obyć bez szczypty socjologiczno/politycznej obserwacji – wers : „Białe kłamstwo amerykańskiego dobrobytu”. „Chemistry” to coś absolutnie nowego w muzyce AF – pulsacja reggae. „Infinite Contact” zaskakuje prostotą, zgrzytliwością i punkowym charakterem, pasujące do przedstawianej  duchowej pustki, którą tutaj obrazuje „nieskończona treść” na którą wydaliśmy wszystkie pieniądze. „Electric Blue” nawiązuje do twórczości Talking Heads i Daft Punk, jest to rytmiczna, pulsująca piosenka w której udziela się wokalnie Regine Chassagne. „Good God, Down” brzmi jakby została wyjęta z repertuaru świetnej, ale zapomnianej zupełnie formacji Gang Of Four. Soulowa pulsacja w nowofalowym ujęciu idealnie pasuje do tekstu stawiającego pytania o istnienie i rolę Boga. Nawiązujący do new romantic „Put Your Money On Me” to przewrotna piosenka miłosna opisująca toksyczny związek oparty nie na uczuciach, tylko na kontrakcie handlowym. "We Don’t Deserve Love” przywołuje w warstwie muzycznej  wczesną twórczość Briana Eno, zresztą w utworze gra Daniel Lanois, dawny współpracownik twórcy muzyki ambient. Jest to elegijny numer z wiercającą się w mózg frazą „może nie zasługujemy na miłość”… Ostatni utwór występuje w postaci instrumentalnej kody, krótkiej wersji „Everything Now”.


Płyta nie jest tak przebojowa jak wczesne dokonania Arcade Fire. Bogate instrumentarium, które było znakiem rozpoznawczym formacji ukryte zostało pod warstwą elektroniki, dominującej zresztą już na poprzednim albumie „Reflector”. Jednak fundament w postaci niezwykłej żarliwości jest nadal znakiem rozpoznawczym formacji. Win Butler śpiewa jak nikt inny na świecie: z pasją, śmiałością na granicy arogancji i melancholią. Niezwykła oprawa graficzna, mroczne, egzystencjalne teksty, nowoczesna ale osadzona w historii rocka muzyka, tak wygląda najnowszy album Arcade Fire. Mówią o nich, że to najlepsza grupa muzyczna na świecie, ja się z tym zgadzam, Ty też?

 

 

  

Płyty CD/LP kupisz na voiceshop.pl