Jest coś takiego w okładce nowej płyty Anathemy, że od razu sugeruje jej zawartość. Komponują ją mrok, rozmyte światła gnającego samochodu i uciekający spod kół asfalt; a ja, mniej więcej od dwóch dekad, od „Alternative 4”, a zaraz potem „Judgement”, odbieram zawartość albumów Anathemy jako muzykę drogi. Po części, bo świetnie słucha mi się jej w samochodzie, bo współtworzy klimat jazdy, po części zaś, ponieważ sama w sobie jest wehikułem zabierającym słuchacza w emocjonalne podróże pełne nowych odkryć i redefinicji rzeczy już dawno odkrytych.

„The Optimist” to dodatkowo podróż w przeszłość samego zespołu. Koncept najnowszego albumu nawiązuje do  płyty "A Fine Day To Exit" wydanej 16 lat wcześniej. Nowa muzyka jest próbą opisania losów człowieka, który był bohaterem tej słynnej płyty. Opowieść o tytułowym Optymiście na blisko godzinę wymienia zwykłą rzeczywistość na zdecydowanie ładną rzeczywistość. Bo ten album to ładność wcielona. Grupa precyzyjnie buduje klimat swoich piosenek, stopniuje emocje, powoli je mnoży, potęguje, lecz broń wszechświecie komplikuje; osiąga swoje prostotą formy, prostolinijnością przekazu, szczerością emocji, kilkoma wspaniałymi momentami kulminacyjnymi i motywami, które można nucić w poczuciu ogólnej szczęśliwości jeszcze długo po wybrzmieniu całości.
Anathema powstała 27 lat temu w Liverpoolu. Założyli ją trzej bracia Cavanagh: Vincent, Daniel i Jamie oraz John Douglas. Było trochę zamieszań w składzie, kilka odejść i powrotów, lecz własciwie to ta czwórka odpowiada za obecne brzmienie Anathemy i większość drogi do niego. Zaczynali od doom/deathu („Serenades”), potem flirtowali z metalem gotyckim („The Silent Enigma”, a zwłaszcza „Eternity”), wzięło ich na alternatywę („Alternative 4”) i zawsze wychodziło im coś wartościowego; a potem powstała płyta „Judgement” i tak właściwie narodziła się Anathema jaką znamy obecnie; z własnym stylem i filozofią grania muzyki, jedyna w swoim rodzaju, oryginalna i wyjątkowa. Znamienne, że to właśnie wtedy, siostra Johna Douglasa, Lee, zaczęła wspierać wokalnie zespół (od siedmiu lat jest już pełnowartościowym członkiem składu). Zaczęto mówić o Anathemie, jako o idealnym przykładzie atmosferycznego metalu, a wraz z płytą „We're Here Because We're Here” (2010), po prostu atmosferycznego rocka. Genialny album „Weather Systems” (2012) potwierdził to stanowisko w stu procentach, a „Distant Satellites”, dwa lata później, dodał nieco elektronicznych poszukiwań... A teraz dostaliśmy „The Optimist” i znów jest się z czego cieszyć. Pozostaje tylko odpalić/nastawić płytę (w zależności od posiadanego nośnika, niepotrzebne skreślić) i w drogę!

 

 

Płyty CD/BLU-RAY/LP kupisz na voiceshop.pl