Nowa płyta Tej grupy wzbudza wielkie zainteresowanie. Nie chodzi tylko o to, że wydał ją Ten zespół, tylko o repertuar składający się na zawartość krążka. Krytykę i wielu słuchaczy formacja zaskoczyła proponując repertuar składający się całkowicie z coverów standardów bluesa i rhythm’n’bluesa. Nie ma w tym jednak nic nadzwyczajnego. Początek kariery The Rolling Stones to przecież kopiowanie muzyki czarnoskórych mistrzów tych gatunków. Podobnie postępowały inne brytyjskie formacje z lat 60.: Yardbirds, The Kinks, The Animals, Them, Fleetwood Mac, Ten Years After, Cream, Led Zeppelin, Graham Bond, Manfred Mann itd., kopiowały piosenki amerykańskich bluesmanów. Dopiero z biegiem lat formacje te nabierając doświadczenia, potrafiły stworzyć własny, oryginalny repertuar. Nie pierwszy raz w historii biali muzycy po prostu ukradli repertuar Afroamerykanom i zarobili na tym kupę forsy.

The Rolling Stones nigdy nie zapomnieli komu zawdzięczają sławę i pieniądze, dlatego przez całą karierę wspierali czarnoskórych muzyków, zapraszając ich na trasy koncertowe (np. Buddy Guy’a, Muddy Watersa, Taj Mahala). Nagranie po ponad 50 latach kariery pełnowymiarowego albumu z przeróbkami to sentymentalny powrót formacji do swoich korzeni. Muzycy potraktowali wyjściowy materiał z szacunkiem, nie nagięli go do swojego stylu, wręcz przeciwnie – sami dostosowali się do konwencji bluesa. Brzmienie jest pełniejsze, bardziej zagęszczone niż na płytach z podobnym repertuarem zarejestrowanych około 1964 roku, ale reszta składników przypomina tamte czasy: klubowe, energetyczne, proste granie oparte na gitarach i harmonijce ustnej. Uwaga! - bohaterem płyty nie jest Keith Richards ale Mick Jagger! Ten człowiek powinien być totalnie zblazowany i zmanierowany, a na płycie wypada jak żarliwy, sterany życiem, czarny bluesman, który śpiewem opowiada o świecie. Na osobne omówienie zasługują partie harmonijki ustnej, na której gra wokalista. Wypada ona bardziej przekonywująco od gitar. To jest dla mnie największe zaskoczenie „Blue & Lonesome”. Dobór repertuaru także może zadziwić. Większość numerów to niby standardy, ale jakby mniej znane. Piosenki Chestera Burnetta, Waltera Jackobsa… no dobrze to żart, pseudonim artystyczny tego pierwszego to Howlin’ Wolf, drugi to Little Walter. Można porównać wersje „I Can’t Quit You Baby” Williego Dixona w wydaniu Stonsów i Led Zeppelin. Ten numer dokładnie pokazuje o co chodziło na tej płycie Jaggerowi i spółce: trzymać się jak najdalej od rockowych komunałów, być jak najbliżej bluesa, czyli prawdziwego życia. Udało się im to całkowicie! Rolling Stones znowu górą – są najlepsi.. ;)

Płyty CD/LP kupisz na Voiceshp.

Bogusław Zajączkowski