To jest dopiero muzyczny strzał! Lider Marcus King ma zaledwie 20 lat!!! a wydał niezwykle dojrzałą, fantastyczną płytę. Marcus jest Amerykaninem, komponuje, śpiewa, gra na gitarze, aranżuje, krótko: niezwykle utalentowany młodzieniec. Album został wyprodukowany przez Warrena Hynesa, legendarnego muzyka The Allman Brothers Band i Gov't Mule.

"Marcus King Band" przywołuje wszystkie najlepsze momenty z amerykańskiej muzyki końca lat 60. Lider zgłębił dorobek Blood Sweat & Tears, Allman Brothers Band, Gratefull Dead, Chicago a także brytyjczyka Jeffa Becka. Numery na albumie dosłownie płyną, są lekkie, swobodne, rozimprowizowane, pomysłowe, plastyczne, czasami psychodeliczne. Marcus stawia na feeling, dobre kompozycje, atmosferę i melodie. Wokal ma zbliżony do młodego Roda Stewarta, kiedy ten występował razem z Jeffem Beckiem i do bardziej współczesnego Paulo Nutiniego. King śpiewa po królewsku, z soulowym feelingiem z tą niesamowitą żarliwością typową dla tego rodzaju muzyki, bez głupiego, rockowego forsowania strun głosowych. "Rita Is Gone" idealnie pokazuje o co chodzi temu zespołowi. Numer mógłby znaleźć się na płycie Blood, Sweat & Tears - te dęciaki lub na "Caustic Love" Paulo Nutiniego. "Devils Land" jest jakby skrzyżowaniem mitycznych albumów koncertowych "The Fillmore East" Allman Bros z "Live" Grateful Dead. Ortodoksi pewnie wykrzykną teraz - "spalić go na stosie to herezja"! Ale tak jest - posłuchajcie sami. Kolejny numer "Self - Hatred" tylko potwierdza moje spostrzeżenia. To co dzieje się w tej piosence pod względem gitarowych improwizacji i doskonałego wpasowania głosu w kompozycję budzi respekt. "The Man You Didn't Know" wprowadza klimat country na niebotycznie wysokim poziomie. Jak tam jest prowadzona gitara - jaką partię gra King! Rewelacja. "Plant Your Corn Early" to już nie przelewki, młodzieńcy rzucają się na najgłębszą wodę - JAZZ, a ich popisy powalają: dęciaki są rewelacyjne, funkowo- soulowy rdzeń utworu obudowany został cudownymi improwizacjami. Marcus daje wokalnie z siebie wszystko, przy tym miota fantastyczne solówki na gitarze. Niesamowite - ci muzycy niczego się nie boją, są bezczelni jak Sex Pistols w 1977 roku, tylko robią to z uśmiechem na ustach. "Radio Soldier" to dosyć ciężki, zdecydowanie allmanowski numer, ale znowu słucha się tego lepiej niż ostatnich płyt formacji Grega Allmana. "Guitar In My Hands" melodyjne country powraca w postaci cudownych dźwięków wydobytych ze steel guitar. "Thespian Espionage" - co można powiedzieć o czymś tak genialnym? Instrumentalna, rozimprowizowana kompozycja w której są nawet partie ... fletu!

Cała płyta jest czymś wyjątkowym, niezwykle świeżym, młodzieńczym. Według mnie przyszłość szeroko pojmowanej muzyki bluesowej leży w rękach Marcus King Band. Tylko niech trzymają się z daleka od alkoholu i narkotyków - a będzie bardzo dobrze.

Płytę CD kupisz na Voiceshp.

Bogusław Zajączkowski