W historii rocka istniało kilka zespołów w których występowali rodzeni bracia. Niestety taka konfiguracja rodzinna przysparzała wiele problemów. The Black Crowes, Oasis, The Beach Boys to historie nieustannych, bratobójczych kłótni. Podobnie było z formacją Jesus And Mary Chain, którą tworzyli bracia Jim i William Reid. Zadebiutowali płytą „Psychocandy” z 1985 roku, która pasowała do ówczesnego świata rocka jak przysłowiowa pięść do nosa. Szalona, zgrzytliwa, brudna, minimalistyczna, gitarowa, a zarazem piekielnie przebojowa i melodyjna - taka była twórczość braci Reid. Czerpali zarówno z grupy Velvet Underground, Iggy’ego Popa, The Ramones jak i The Rolling Stones, Beach Boys czy The Beatles. Kolejne płyty przynosiły podobny repertuar, a formacja stał się prekursorem stylu shoegaze oraz wielu zespołów z nurtu brit – popu.

 Płyta „Munki” z 1998 roku zamknęła działalność formacji na blisko 20 lat. Jednak The Jesus And Mary Chain powrócili z fantastycznym albumem, który może śmiało być uznawany za ukoronowanie ich działalności. Bracia nie poddali się panującym modom, nie poszli z duchem czasu, tylko stworzyli absolutnie ponadczasowe dzieło. Ten rodzaj buntowniczej twórczości może pasować do każdej dekady historii rocka. Tutaj liczą się emocje, żarliwość, naturalność i przebojowość. W piosenkach wyczuwa się niesamowity ukłon w stronę tradycji, ale nie uniżoność. Kompozycje są zarówno odpowiednio „piosenkowe” jak i alternatywnie brudne i nieprzystępne. Wykonanie jest precyzyjne ale równocześnie wyluzowane, zdystansowane. Najlepszy przykład; numer „Lost Feliz” – akordy wzięte z Boba Dylana i jego „Knocking On Heaven’s Door”, obojętny, ale zdecydowany wokal, niesamowity luz i ta fantastyczna melodia. „War On Peace” mógłby znaleźć się na „Let It Bleed” The Rolling Stones. „All Things Pass” brzmi jak przebój The Dandy Warhols, zespołu który ewidentnie wzorował się na Jesus And Mary Chain. Bardzo dobrym pomysłem było zaproszenie kilku wokalistek np. Sky Ferreira, Isobel Campbell czy Bernadette Dennings, które fantastycznie urozmaicają materiał.

 Ortodoksyjni fani przesterów, noise’u i hałasu mogą narzekać, że jest za gładko i przebojowo i co robią do cholery na tej płycie te dziewczyny! Rock to jednak nie tylko rzężenie ale przede wszystkim fajne melodie, luz i dystans. Tych na albumie nie brakuje. Bardzo dobra płyta weteranów alternatywnego rocka.

 

 

Płyty CD/LP kupisz na voiceshop.pl.