Sting - ten krótki pseudonim w muzyce rozrywkowej znaczy bardzo dużo. Wspólnie z grupą The Police, artysta dokonał rewolucji w muzyce. Nikt przed nimi nie grał tak lekko, oszczędnie, a zarazem zdecydowanie rockowo. Elementy reggae pomieszane z nową falą, popem, kosmiczna przestrzeń, wiekopomne „haczyki” w refrenach, ambitna przebojowość. Formacja przeleciała jak meteor przez światowe sceny i listy przebojów. W drugiej połowie lat 80. Sting zaczął działać na własny rachunek, otaczając się na początku jazzowymi muzykami pokroju Branforda Marsalisa. Na kolejnych płytach odchodził od ambitnej formuły jazz-popowej w kierunku ambitnego popu. Dokonania artysty z XXI wieku raczej nie zachwycały. Wokalista kluczył, chował się za projektami mocno udziwnionymi typu „Songs from the Labyrinth”.

Najnowszy album ma być powrotem do zwykłego, prostego, radosnego grania. Piosenki są krótkie a cały album trwa zaledwie 40 minut, tak jak stare płyty The Police. Zaczyna się od dynamicznego, promującego płytę singla „I Can’t Stop Thinking About You”. Album obfituje w mocne jak na tego artystę gitary. Przy niewielkich zmianach aranżacyjnych można by określić repertuar z „57TH &9TH” jako alternatywny rock, zresztą „Petrol Head” pasuje idealnie do tego gatunku. Miłośnicy bardziej lirycznego Stinga dostają pieśni: „Heading South On The Great North Road” i „The Empty Chair”, które mają zdecydowanie folkowy charakter. Mistycznie robi się przy „Inshallah” wprowadzający odrobinę orientalnego klimatu. Większość piosenek to jednak zdecydowanie rockowe numery. Płyta nie jest przeładowana aranżacyjnie, takie było założenie: nagrać szybko prosty, spontaniczny album.

To właśnie Sting został wytypowany do zagrania pierwszego koncertu w paryskiej sali Bataclan, gdzie rok temu dżihadyści dokonali zamachu, zabijając 90 osób. I ta informacja świadczy o wielkości Anglika.

Płyty CD/LP kupisz na: Voiceshop

Bogusław Zajączkowski