Zespół Radiohead miał to szczęście, że chyba jako ostatni w historii fonografii został wypromowany w tradycyjny sposób. Płyta „OK. Computer” wydana w 1997 roku odniosła niebywały sukces komercyjny, a grupę okrzyknięto Pink Floydami lat 90. Formacja na następnych albumach robiła wszystko by nie stać się kolejnym zespołem z tzw. mainstreamu: wydawała pogmatwane, awangardowe kompozycje, rezygnowała z tras koncertowych, ograniczała do minimum ilość teledysków. Na koniec zerwała z tradycyjnym przemysłem płytowym, wydając w 2007 roku płytę „In Rainbows”, która miała być dostępna tylko w wersji elektronicznej, za cenę ustaloną przez samego odbiorcy. Formacja chyba za wcześnie uwierzyła w nowoczesne formy dystrybucji, ponieważ wróciła do wydawania fizycznych nośników, a po latach stała się orędownikiem tradycyjnych form sprzedaży muzyki, mocno krytykując tzw. streaming i internetowe piractwo. W tym samym czasie kiedy wyszła nowa płyta w sprzedaży pojawiły się nowe edycje całej dyskografii Radiohead, które wydała niezależna wytwórnia XL. Teraz można śmiało mówić, że mamy do czynienia z zespołem całkowicie niezależnym, alternatywnym.

 

Płytę rozpoczyna niepokojący „Burn The Witch”. Główną rolę odgrywają w nim partie orkiestry w wykonaniu London Contemporary Orchestra. Szybkie niepokojące tempo, niepowtarzalny wokal Toma Yorke’a idealnie pasują do „kafkowskiego” tekstu o zagrożeniu, nietolerancji, obojętności, nienawiści. Utwór może być dobrym soundtrackiem do nastrojów panujących obecnie w Europie. Następujący po nim „Daydreaming” jest cudownie wyciszony, uspakajający, ambientowy, przypomina nagrania filmowe z dodaną partią wokalną. Rozmarzona, senna atmosfera pasuje do enigmatycznego tekstu, który można interpretować na różne sposoby. Kolejne utwory są utrzymane w podobnym stylu. Bogate, nie często spotykane w muzyce rockowej aranżacje, subtelnie poddano studyjnej, elektronicznej obróbce. Niesamowicie wypada „Desert Island Disk” którego fundamentem jest folk w stylu Nicka Drake’a, ale jak na Radiohead przystało: prostą piosenkę muzycy zmienili w psychodeliczną miniaturkę. „Ful Stop” mocno przypomina dokonania krautrockowe, np. zespołu Can. Radiohed funduje nam niepokojący rytmiczny odlot, a lider śpiewa o człowieku, który dokonuje gorzkiego rozrachunku z przeszłością. Na płycie nie ma słabych momentów. Każda kolejna kompozycja wciąga przepiękną melodią, wspaniałą aranżacją, albo zaskakuje niepokojącym klimatem. Na albumie spotyka się nowoczesność i tradycja, naturalność i studyjna maestria produkcyjna. Płytę powinni posłuchać nie tylko fani rocka, ponieważ przełamuje ona bariery między gatunkami: współczesną muzyką klasyczną, filmową, rozrywkową, ambientową, eksperymentalną. Bardzo dobry album muzycznych weteranów.

 

 

 

   

Płytę kupisz na: VOICESHOP.PL

 

Bogusław Zajączkowski