O tym zespole można napisać epopeję w której non stop będą przewijać się słowa typu: genialni, niepowtarzalni, alternatywni i niezależni, odnieśli wielki sukces komercyjny i artystyczny nie sprzedając duszy, przekazują w swoich tekstach ważne treści, ich piosenki mają niebywały walor komercyjny ale zawsze podszyte są artystycznym niepokojem, itd., itp.


R.E.M. zaczął działalność na początku lat 80. jako kolejny, post – punkowy zespół, ale szybko wyrwał się z tej szufladki. Pozostając przy spontaniczności prostego rocka postawił na melodie i świetne harmonie wokalne, wzbogacone instrumentarium, szacunek dla tradycji, szczególnie wykonawców w stylu The Byrds, Velvet Underground, Patti Smith. Ich atutem była przeszywająca gitara Petera Bucka, który także nie stronił od mandoliny! i niepowtarzalny głos Michaela Stipe’a. Wszechstronny basista Mike Mills i perkusista Bill Berry, oszczędną, zwartą, charakterystyczną grą w stylu lat 80., spajali muzykę w jedną, frapującą całość, dodatkowo wokalnie wspierali lidera. Członkowie R.E.M. wyróżniali się nie tylko muzyką, ale także bardzo „zwyczajnym” ubiorem, dziwacznymi tekstami i ogólnie postawą tzw. intelektualistów. Nic dziwnego, że stali się ulubieńcami kampusów w USA i niszowych stacji radiowych. Przez wiele lat nagrywali dla niezależnych wytwórni, nie uznając żadnych kompromisów.


„Life’s Rich Pageant” to ich czwarty album wydany w 1986 roku. Proszę posłuchać jak ten krążek brzmi! Była połowa lat 80., a nie ma na nim nic z plastikowej muzyki, która wtedy dominowała. Praktycznie płyta mogłaby zostać wydana dzisiaj i doskonale dałaby sobie radę na zwykłych i alternatywnych listach przebojów. Jak oni wymyślają te swoje melodie, te „haczyki” w cudownie zharmonizowanych refrenach? – piosenka „Fall On Me”. Jak tworzy się ten rozmarzony klimat, nie popadając w banał? – „The Flowers Of Guatemala”, „Swan Swan”. Fantastyczna płyta, a przecież nie jest zaliczana do ich największych osiągnięć.


„Dead Letter Ofice” wydany w 1987 roku zawiera zbiór ciekawostek, przede wszystkim drugich stron singli, czyli tzw. „b-side-ów”. Grupa jako dodatki do podstawowych singli często dokładała przeróbki utworów innych wykonawców, szczególnie Lou Reeda i jego Velvet Underground. Cover „Toys In The Attick” Aerosmith może w tym zestawie mocno zaskakiwać, ale idealnie wtopił się w inne piosenki. Zestaw robi bardzo spójne wrażenie i nie czuje się, że mamy do czynienia z odrzutami.


„Eponymus” z 1988 roku to po prostu składanka podsumowująca pierwszy okres działalności zespołu, od „Radio Free Europe” po "Its The End Of The World As We Know It (And I Feel Fine)", według mnie najlepszą piosenkę całej muzyki rockowej lat 80. Kilka utworów przedstawiono w nowatorskich miksach. Po tej płycie grupa związała się z gigantem Warner Bros, nagrała epokowy „Losing My Religion” i podbiła świat, nigdy jednak nie poszła na kompromisy. W 2011 rozwiązała się z godnością po nagraniu doskonałego „Collapse Into Now”.


Płyty LP kupisz na: VOICESHOP


Bogusław Zajączkowski