Nie ma co się krygować, udawać, czarować, wydziwiać, szukać negatywów – TO PO PROSTU KAPITALNA PŁYTA! Jest także ostrzeżeniem dla tych, którzy z założenia odrzucają lub podchodzą z niesamowitą rezerwą do młodych wykonawców, szczególnie debiutantów. Zioła (niezłe nazwisko jak na muzykę rozrywkową;), to zaledwie 20 latek, ale bardzo świadomy tego co chce osiągnąć na scenie muzycznej. Płyta intryguje od samego początku, czyli od okładki. Na niej Piotr wystylizowany na młodzieńca w stylu Jamesa Deana, albo naszego Marka Hłaski w wystudiowanej, wyluzowanej pozie z opuszczonym wzrokiem pali papierosa. Do tego świetnie dobrana czcionka napisów i spis piosenek. Pierwszy numer „CFTCL” i od razu zaskoczenie: żadnego pop-rockowego, miałkiego popiskiwania  o niczym. Muzyka atakuje fajnym riffem, którego nie powstydziłby się dzisiaj Jack White, ale  tak naprawdę jego geneza leży gdzieś w  latach 60.: Velvet Underground, The Stooges. Piosenka nie jest jednak ortodoksyjnym rockiem ponieważ Zioła fajnie balansuje ją głosem.  „Podobny” – znowu zaczyna się mocno, ale po chwili dominuje nieco swingowy klimat, do tego dochodzą niedzisiejsze,  kobiece wokale w tle, wyeksponowana perkusja. Nowoczesny vintage, chyba tak to można określić. „As I’m Meant To Be” brzmi jakby pochodził z sesji nagrywania pierwszej płyty Joe Cockera, na dodatek jest szlachetnie postarzony odpowiednią produkcją z „patyną”, co tylko dodaje mu dostojności. Naturalnie przybrudzony, chropowaty głos Zioły lokuje się gdzieś na przecięciu rocka, soulu, bluesa, rock’n’rolla, swingu, wokalista bardzo fajnie nim operuje, nieco stylizując się, ale nie popada w sztuczny manieryzm. Pamiętajmy, chłopak ma zaledwie 20 lat – skąd taka dojrzałość? – po prostu talent poparty odpowiednim repertuarem z idealnie dobranym brzmieniem. Piosenka „Safari” to rewelacja – luz, kapitalna melodia, dęciaki, zgrabny tekst i te pauzy, dzięki którym wszystko może idealnie wybrzmieć. Następna piosenka, „W ciemno” z tym  muzycznym „szurnięciem” jakby wziętym z „Come Together” The Beatles, to chyba najbardziej popowy utwór na płycie, ale to pop zrobiony ze szlachetnego kruszcu. „Django” można określić jako rockabilly, które w połowie zmienia się diametralnie, przechodząc w lekko psychodeliczny klimat. „Revolving Door” – taką piosenkę mógłby wydać np. rewelacyjny songwriter Hugo Race. Delikatne smyczki w tle, zagęszczone brzmienie, mroczny, a zarazem rozmarzony klimat.  Zioła dorzuca do tego elektroniczne efekty, prawie jakby zostały wzięte od Vangelisa! Płyta zaskakuje praktycznie w każdej minucie. Wydaje nam się, że słyszymy dźwięki, które doskonale znamy z muzycznej przeszłości, ale zostały kapitalnie wmontowane we współczesny kontekst, tworzą zupełnie nową, świeżą jakość. Zobaczymy co młodzieniec pokaże w przyszłości, na razie zrobił klasyczne „wejście smoka” na polską scenę muzyczną. Brawo!

 

 

Płytę kupisz na: VOICESHOP.PL

 

Bogusław Zajączkowski