Grupa Pink Floyd na początku lat 80. z legendy zmieniła się w mit. Muzycy opromienieni sławą i wielkim szacunkiem zdobytym po kilkunastu latach działalności, stanęli na rozdrożu zarówno w sensie artystycznym jak i czysto biznesowym. Roger Waters – lider grupy, dyktatorsko przejął władzę i zmienił formację w kozetkę do własnej psychoanalizy.

Wydany w 1983 roku "Final Cut" był dziełem całkowicie zdominowanym przez basistę. Usunął on nawet klawiszowca - Richarda Wrighta, a rola Nicka Masona i Davida Gilmoura sprowadzała się do roli statystów. W takim dziwnej atmosferze powstał „Final Cut” - ostatnia płyta Pink Floyd na której zagrał Waters. Okazała się dziełem trudnym, nie trafiającym w gusta starych fanów formacji. Pozbawiona klasycznych przebojów, chropowata, do bólu patetyczna nie zdobyła takiej popularności jak jej poprzedniczka „The Wall”. Treści zawarte na płycie były mniej uniwersalne, bardzo osobiste. Roger Waters rozliczał się w gorzkich słowach ze światem, szczególnie politykami wszczynającymi wojny. Wydanie płyty zbiegło się w czasie z wojną brytyjsko - argentyńską o Falklandy, dlatego jej wydźwięk był szczególnie aktualny. W „The Wall” wojna, utrata ojca, powojenne życie opisywane są oczami dziecka, zaś w „Final Cut” Waters widzi te i współczesne wydarzenia jako człowiek dorosły, pełnych życiowych doświadczeń. Po latach płyta broni się bardzo dobrze. Zwraca się większą uwagę na same dźwięki niż treść, a jej słabe strony przeobraziły się w atuty. Brzmienie albumu jest bardzo udane o czym można się przekonać słuchając najnowszej reedycji na LP.

„A Momentary Lapse Of Reason” z 1987 roku przykuwa uwagę już samą okładką. Po bohomazach poprzedniej płyty dostajemy "typowo nietypowy", tajemniczy obraz, który stworzył niezastąpiony Storm Thorgerson. Płytę nagrał właściwie sam David Gilmour, wkład Nicka Masona i Richarda Wrighta był minimalny (Rogera Watersa nie było już w składzie). Brzmienie albumu jest typowe dla lat 80. – potężne, pełne przestrzeni i pogłosu, przypomina inne „stadionowe” grupy z tamtego okresu. David mógł w pełni rozwinąć skrzydła jako gitarzysta. Praktycznie każdy utwór to jego popisowe, żarliwe, zdecydowanie rockowe partie. Połączenie fantastycznej gitary i sporej dawki przebojowości dało piorunujący efekt. Grupa porzuciła eksperymenty, grała po prostu piosenki, ale w rozbuchanej, nieco udziwnionej formie. Największy przebój „Learning To Fly” został opatrzony udanym wideoklipem, który przyczynił się do dużego sukcesu sprzedażowego. W roli śpiewającego frontmana idealnie wypadł Gilmour. Po erze zgorzkniałego Watersa, fani dostali bardziej uniwersalny, nostalgiczny, cieplejszy głos Davida. Dzisiaj płyta jest kanonem muyzyki rockowej.

Obydwie płyty dostępne są w nowych edycjach na LP

Płyty CD/LP kupisz na Voiceshop.

Bogusław Zajączkowski