• Historia Tomasza Organka to prawdopodobnie najbardziej zaskakująca, rockowa kariera w naszym kraju. Muzyk za kilka dni skończy 40 lat, a głośno zrobiło się o nim zaledwie dwa lata temu gdy wydał debiutancki album „Głupi”. Nie jest jednak nowicjuszem w branży muzycznej, przez lata występował w grupie Sofa, udzielał się na płytach m.in. Smolika i Kayah. Wydawało się jednak, że jego nazwisko przepadnie w odmętach z zapomnianymi muzykami, gdy nagle coś zaskoczyło, coś zażarło, coś odpaliło. Cały jego niezwykły talent dosłownie eksplodował na albumie „Głupi” wydany w 2014 roku. Autentyczna, nawiązująca do spuścizny rocka lat 60. muzyka podbiła listy przebojów, a Organek stał się popularnym „modnym” wykonawcą.


    Pamiętam gdy przeczytałem z nim wywiad w którym rzucił: "Nie lubię mężczyzn pachnących mydliną. Uczciwiej od mydliny jest pachnieć szczyną". Ta wypowiedź idealnie pasuje mi do muzyki i postawy Tomasza. Bezkompromisowość, naturalność, arogancja ale oparta w nieprzeciętnym talencie, żywiołowość, zmysłowość i ta nieprawdopodobna dawka szaleństwa nieodzowna dla żarliwego rocka. Tak, Organek gra mocny rock, a zarazem można nazwać go klasycznym songwriterem. Pierwsza płyta przypominała dokonania The Doors, drugiej blisko jest do Iggy’ego Popa. Niesamowita dynamika, rockowe riffy ale odpowiednio, alternatywnie przybrudzone i trzymające się jak najdalej od schematów hard rocka.

    „Introdukcja” otwierająca album z przytupem wprowadza nas w album. Space rock ale w wydaniu alternatywnym, duszna atmosfera, przyśpieszenia i duża dawka wyrafinowania. „Rilke” to przede wszystkim fantastyczny riff, zagrany przez cudownie sfuzzowaną gitarę, do tego udziwniony wokal. Wielki przebój „Mississippi w ogniu” udowadnia, że można porwać tłumy nie idąc na żadne zgniłe kompromisy. Wystarczy tylko autentyczność, fajny tekst no i…talent! Numer jest skrzyżowaniem motorycznego cold wave z elementami country. Angielski nie stanowi dla Organka problemu, świetnie wypada w „Get It Right” i „Son Of A Gun”. To i tak tylko przygrywka do najlepszej na płycie piosenki „Wiosna”. Takiej dawki energii nie słyszałem od czasu debiutu Cool Kids Of Death. Szalone tempo wspaniała apoteoza młodości, witalności, po prostu życia! W autobiograficznym, przewrotnym „Ki Czort” Organek opisuje swoją młodość, chęć wyrwania się z prowincji by w dalszej części nawiązać do najsłynniejszej, muzycznej legendy. Mityczny bluesman Robert Johnson podobno sprzedał duszę diabłu na rozstaju dróg, w zamian otrzymał niesamowity, muzyczny dar. Organek podążył jego śladem, musi jednak uważać - cena za talent jest bardzo wysoka. „Psychopomp” utrzymany w klimacie wiejskiego bluesa kolejny raz uświadamia nas jakim talentem jest Tomasz. Utwór mógłby znaleźć się na legendarnym „Bluesie” Breakoutu. Fantastyczny utwór! Podstawowy set zamyka monumentalna „Czarna Madonna” gdzie najlepiej uwidacznia się wokalny kunszt Organka. Przy małych poprawkach ta pieśń mogłaby wykonywać sam Czesław Niemen.

    Dodatkiem do płyty jest „Warszawa, 17:11”, psychodeliczny, swobodny odbiegający od reszty albumu 11 minutowy odlot.

    Prosty, surowy rock nawet w 2016 roku może być niesamowicie porywający i świeży, nie owijając w bawełnę: kurewsko fascynujący. Panie i Panowie – oto nowy mistrz rocka ORGANEEEEKKKKK!!!

Płytę CD kupisz na: Voiceshop

Bogusław Zajączkowski