Zakończył się tegoroczny Off Festiwal – święto muzyki alternatywnej, mniej popularnej, ale zawsze ciekawej, intrygującej, niebanalnej. Artur Rojek 10 lat temu stworzył fantastyczny festiwal, na którym można posłuchać bardzo różnorodnych wykonawców, często egzotycznych, nieznanych szerszej publiczności. Tego typu imprezy muszą mieć oczywiście gwiazdy, które przyciągną większą publiczność, a zarazem spełniają zasadę „offowości”. W tym roku taką funkcę mieli pełnić: Devendra Banhart, The Kills, Anohni, Napalm Death i GZA. Niestety z różnych powodów The Kills oraz Anohni odwołali koncerty, podobnie jak GZA i zastępujący go Wiley oraz elektroniczny Zomby. Po prostu pech i tyle. W polskiej prasie od razu pojawiły się kasandryczne komentarze, które wręcz wieszczą początek końca Offa. Brak głównych wykonawców był oczywiście bardzo niedobrym epizodem, ale to nie powód by od razu skazywać tak zasłużoną imprezę na upadek, a jej szefa stawiać pod pręgierzem. Przytłaczająca większość artystów stawiła się na scenie dając dobre, albo wręcz rewelacyjne koncerty. Strona muzyczna festiwalu mimo potknięć była jak zawsze na bardzo wysokim poziomie. Nieco gorzej wypadł panel literacki towarzyszący głównej imprezie. Wdarły się tam kwestie polityczne, które zawsze wzbudzają duże kontrowersje, nie inaczej było w tym przypadku. Dobór tematów do dyskusji „literackich” mógłby być mniej kontrowersyjny, ale wtedy można zarzucić organizatorom prewencyjną cenzurę.

Na pewno Off Festiwal jest jedną z najciekawszych imprez tego typu w Europie. Trzeba trzymać kciuki za następne, udane edycje i oby artyści już nie odwoływali koncertów.

Naprawdę mamy kapitalny festiwal!

Oficjalne pismo Anohni odwołujące koncert:

Bogusław Zajączkowski