Proszę sobie wyobrazić zimny, bezkresny, majestatyczny kosmos w którym rozlega się niezwykły głos Nicka Cave’a. Tak zaczyna się ten „kosmiczny” soundtrack: od utworu „Mars Theme” będącego połączeniem stylistyki „normalnych” utworów Mistrza z klimatem science fiction.

Jakim cudem alternatywny muzyk dostał szansę napisania muzyki do mega produkcji kanału National Geographic? Człowiek który w latach 80. bazgrał po ścianach własną krwią i przez kolejne dekady straszył słuchaczy piosenkami o mordercach, złoczyńcach, zbrodni itd.? Cave zachowując status artysty kultowego, bezkompromisowego, niekomercyjnego, równocześnie wkroczył na salony. Przykładem są jego soundtracki do filmów oraz atencja jaką się cieszy wśród współczesnych słuchaczy, którzy traktują go jak klasyka na równi z Leonardem Cohenem, Bobem Dylanem czy Patti Smith.

Serial „Mars” został pomyślany jako fabuła przeplatana wstawkami dokumentalnymi. Autorzy serii przedstawiają swoją wizję pierwszego lotu na Marsa i próby jego kolonizacji. Komentarze dotyczące tej wyprawy przedstawiają żyjący naukowcy z różnych dziedzin nauki, techniki i medycyny. Otrzymujemy mieszankę hurra optymizmu, ale też dramatycznych i traumatycznych wydarzeń. Cave wraz ze swoim muzycznym partnerem Warrenem Ellisem musieli w muzyce oddać zarówno atmosferę wielkiej nadziei jaka towarzyszy temu wydarzeniu, jak i mrok bezlitosnego kosmosu ze wszystkimi pułapkami jakie zastawia na astronautów. Muzyka jest monotonna, minimalistyczna, oparta na instrumentach klawiszowych, dźwiękowych efektach i Praskiej Orkiestrze Symfonicznej. Całość brzmi jak mieszanka twórczości Briana Eno, „Waiting For Cousteu” Jean Michaela Jarra i projektów Philipa Glassa. Najbardziej zapadająca w pamięć kompozycja to „Symphony Of The Dead”. Utwór towarzyszy wstrząsającej i zarazem najpiękniejszej scenie w filmie: śmierci botanika na stacji, którego psychika nie zniosła trudów wyprawy. Tutaj Cave jest całkowicie sobą, dając doskonały przykład na to jak pięknie i romantycznie przedstawić śmierć, która nie tylko zabiera, ale daje w przewrotny sposób ukojenie. Każda kolejna sekunda utworu idealnie pasuje do gestów aktora – odczuwa się niesamowite napięcie aż do tragicznego końca.

Dokładnie przez tą muzykę serial odbieram jednoznacznie w mrocznych barwach. Mimo pozytywnego finału wydźwięk całości obrazu przytłacza. Nick Cave jednak zawsze będzie ciągnął w stronę mroku, może pięknego ale ciemnego jak kosmiczna otchłań. Wspaniała ścieżka i obraz – polecam!

Płytę CD kupisz na Voiceshop.

Bogusław Zajączkowski