Życie pisze czasami dziwne scenariusze, które potrafią urealnić nawet artystyczną kreację. Nick Cave przez całą swoją działalność balansował na granicy mroku, szaleństwa, egzystencjalnego zatracenia, a zarazem to co robił było przewrotną apoteozą człowieczeństwa w całym jego dobrym i złym wymiarze. Nick nieustannie igrał z losem, dyskutował z mrokiem i absolutem, dokonywał wiwisekcji ludzkiej kondycji, aż życie dopisało do jego losów dziwny epilog. 15 lipca ubiegłego roku zginął w wypadku 15 letni syn Cave’a - Arthur. Makabryczne wydarzenie (chłopak spadł z wysokiej skarpy nad morzem), mogłoby posłużyć jako punkt wyjścia do nowej piosenki artysty. Ileż on podobnych historii opowiedział na swoich płytach! Już w czasach Birthday Party i wczesnym Beed Seeds dał się poznać jako twórca nietuzinkowy, stojący jakby obok głównego nurtu rocka, zaczytujący się literaturą rosyjską, francuską i Biblią, szczególnie Starym Testamentem. Nominalnie wykonywał nowoczesną muzykę punkowo – alternatywną, ale osadzoną na bluesie, folku, gospel. Szalony muzyk - poeta, ubierający się w garnitur, intelektualista odbiegający od klasycznego schematu „nierozgarniętego” rockmana. Kilkanaście ostatnich lat to okres życiowej stabilizacji artysty, który założył szczęśliwą rodzinę. Nie porzucił jednak swojej muzycznej drogi, dalej nagrywał genialne płyty z mroczną muzyką.

Po tragicznym wypadku wszyscy zastanawiali się jak Cave zareaguje na to nieszczęście. Nick wraz z reżyserem Andrew Dominikiem postanowili nakręcić film dokumentalny pokazujący żałobę muzyka oraz jego rodziny i próby wyjścia z traumy. Obraz został pokazany wczoraj, tylko jeden raz w 1000 wybranych kin na całym świecie. Dzisiaj – 09.09.2016 roku do sklepów trafił album „Skeleton Tree”. Cave napisał kolejne arcydzieło, być może najwspanialsze w swojej bogatej karierze. Słuchając płyty trudno oprzeć się wrażeniu, że jest jakby niedokończona, że brakuje jej ostatecznego szlifu i że jest to jej… największy atut! Niesamowicie piękne, elegijne numery, minimalistycznie zaaranżowane przez Warrena Ellisa dosłownie nokautują. Cave niczego się nie boi, dlatego w kolejnych utworach, tak cudownie otwiera przed słuchaczem swoje wnętrze. Nie dba o to, że może popaść w banalną łzawość, jego talent nie zawodzi go ani na chwilę. Śpiewa jakby przygaszony, ale to tylko pozory, głos artysty jest bardziej wymowny niż kiedykolwiek w przeszłości. Muzycy z The Bad Seeds są jeszcze bardziej „czujni” niż zwykle, uzupełniają kolejne wersy wyśpiewywane przez Nicka cudowną muzyką. Mój ulubiony utwór to „Rings Of Saturn”; stare, dobre syntezatory, fortepian, przytłumiona perkusja, dziwne chóry i ten jedyny, niepowtarzalny głos Cave’a. Artysta przeszedł przez piekło by w końcu znaleźć się w muzycznym niebie. Takie pokręcone scenariusze pisze dla niego życie…

Płyty CD i LP kupisz na: VOICESHOP

Bogusław Zajączkowski