W ostatnim czasie mocno się uaktywnił ten mistrz muzyki elektronicznej. W maju tego roku wypuścił drugą część bardzo dobrej płyty „Electronica 2”, kilka miesięcy później dostajemy kolejny album. „Oxygene” pierwotnie został wydany w 1976 roku i był to pierwszy, wielki sukces komercyjny muzyki elektronicznej. Francuski mistrz keyboardów przedstawił wówczas olśniewające pejzaże muzyczne, kosmiczne dźwięki, które były przyswajalne dla przeciętnego słuchacza dzięki swoim walorom melodycznym. Płyta (muzyka i okładka) stała się kultowa i wyniosła Jarre’a na szczyty popularności, która trwa właściwie do dnia dzisiejszego. 20 lat później w 1997 roku muzyk nawiązał do swojego klasycznego dzieła wydając „Oxygene PT. 7-13”. Na tej płycie dokonał wariacji na bazie tematów z pierwowzoru, jedynie unowocześniając brzmienie. Nowa wersja „Oxygene 3” podąża w zupełnie innym kierunku niż poprzedniczka.

Jarre postanowił skomponować praktycznie zupełnie nową muzykę. Mroczną, klimatyczną, pozbawioną jednoznacznego, komercyjnego beatu. Przez wiele ostatnich lat artysta błądził, za bardzo wypuszczając się na tereny zarezerwowane dla klubowych dj-ów. Tym razem uniknął takich wpadek, dzięki czemu muzyka z najnowszej płyty brzmi szlachetnie i dostojnie. Nie irytuje tandetnymi, dyskotekowymi rytmami. Kompozycje są wielopłaszczyznowe, kolejne dźwięki nakładają się na siebie tworząc wspaniałe, skomplikowane konstrukcje. Najpiękniejszym momentem płyty jest „Oxygene PT. 18”, wspaniała, ambientowa miniatura. Bezpośrednich nawiązań do klasycznej płyty z 1976 roku jest dosłownie kilka, zresztą bez nich nowe „Oxygene 3” świetnie by sobie poradziło. Duże wrażenie robi zamykająca album kompozycja z numerem 20. Niezwykle mroczna, naznaczona dojmującym smutkiem brzmi jak elektroniczne requiem, takiego Jarra jeszcze nie znaliśmy. Naprawdę udana płyta. Jean Michael Jarre wydobył się ostatecznie z twórczego kryzysu. Brawo!

Płytę CD/LP kupisz na: Voiceshop.

Bogusław Zajączkowski