Kto by pomyślał, że Green Day z rozbrykanej, młodej kapeli przeszedł już na pozycję dostojnego klasyka. Przez ponad 25 lat grupa odbyła wspaniałą podróż zmieniając się z garażowego zjawiska w jeden z najważniejszych zespołów w historii rocka. Po drodze zadziwiała niesamowitą muzykalnością, pomysłowością, kreatywnością i wiernością swoim młodzieńczym ideałom.

Ostatni trzypłytowy projekt formacji okazał się dziełem trudno strawnym, dlatego Green Day wrócił do krótkiego, zwartego albumu z jasnym przesłaniem. Taką muzykę trudno nie lubić. Riffowe, fantastyczne strzały, rewelacyjne melodie, odpowiednio urozmaicone aranżacje w postaci akustycznych gitar i harmonii wokalnych, składają się na ten album. Billie Joe Armstrong swoim głosem idealnie spaja muzyczne pomysły w jeden monolit. Jak na punkowego krzykacza ma spore możliwości wokalne w którym znajdziemy i gniew i rockową ekspresję i odrobinę smutku oraz melancholii. Teksty są idealnie dopasowane do takiej muzyki; podnoszą ciągle nierozwiązane w USA kwestie społeczne: przemoc, rasizm, terroryzm, nieograniczony dostęp do broni.

Według mnie jeżeli zespół rockowy ma być autentyczny i jeszcze coś znaczyć dla współczesnych, młodych ludzi musi nagrywać takie płyty jak „Revolution Radio”: szczere, pomysłowe, odrobinę szalone i nieprawdopodobnie wręcz przebojowe. Fantastyczny im album wyszedł. Gratulacje!

P.S. Zachwycamy się (słusznie) nieprzemijającą żywotnością The Who, może za 20 lat to właśnie Green Day zajmie ich miejsce…

Płyty CD/LP kupisz na: Voiceshop.

Bogusław Zajączkowski