Są tacy artyści, których pierwsze dokonania pomija się z założenia. Powody są różne: bo „co takie szczeniaki” mają do zaprezentowania, bo przecież wykonują styl który z założenia się nie słucha (hip-hop), bo pewnie odcinają kupony od swojego słynnego ojca. Czas mija, młodzieńcy dojrzewają , wydają kolejne coraz ciekawsze płyty, aż pewnego dnia stwierdzasz, że to właśnie ich dokonanie jest tym najlepszym na rynku muzycznym. Poprzednia płyta duetu braci Waglewskich „Mamut” odniosła niesamowity sukces komercyjny i artystyczny. Nowy album „Drony” to podobny, a być może nawet wyższy poziom.

Fisz – czyli Bartek Waglewski odpowiedzialny jest za teksty i wokal, jego brat Piotr Emade komponuje i aranżuje utwory. Obydwaj swoją pracę wykonali perfekcyjnie. Emade łączy żywe instrumenty z możliwościami jakie daje nowoczesna technologia i studyjna obróbka. Absolutnie nie ma mowy o prostych beatach, elektronicznych "szumach", "kwadratowych" utworach. Każda piosenka to mała, niebanalna perełka. Pierwszy przykład „Duch”, oparty na prawdziwym kwartecie smyczkowym z dodanym elektronicznym pulsem i niesamowitym pogłosem. Kompozycja spokojnie byłaby ozdobą każdej płyty Petera Gabriela lub po przeróbce Dead Can Dance. Piotr Waglewski daleko odchodzi od hip-hopowej sztampy, ucieka też od oczywistej, soulowo-funkowej pulsacji, którą namacalnie można znaleźć jedynie w piosence „Parasol”, która przypomina styl Daft Punk. To już nie są piosenki rozrywkowo – taneczne, jak je nazwać? – prosto: nowoczesny rock. Ten gatunek muzyczny nieustannie mnie zaskakuje; swoją żywotnością i umiejętnością wchłaniania kolejnych nowoczesnych stylów. Numer „Fanatycy” ma w sobie coś z nagrania „Miss You” The Rolling Stones, tyle, że Waglewscy zwolnili tempo kilkakrotnie. W tym utworze są jeszcze smyczki i świetne partie gitar. „Biegnij dalej sam” niesie ze sobą posmak lat 80., „Kręte drogi” zachwycają onirycznym klimatem, zdublowanymi partiami wokalnymi i fantastyczna pulsacją, tak brzmiały nowoczesne kompozycje Nusrata Fateh Ali Khana wydane dla Real Worldu, a końcówka wzięta jest z Mike’a Oldfielda. „Samochody” i „Komputer” to brzmienia w stylu współczesnych song-writerów np. Finka i Bon Ivera. „Drony” brzmią jak zaginiona piosenka Massive Attack/Prodigy, a ostatni na płycie „Bzyk” utrzymany jest w stylu Herbie Hancocka z okolic „Rockit”.

Muzyka stanowi wspaniały kontrapunkt dla wokalu Fisza. Całość płyty utrzymana jest w mrocznej, gęstej tonacji, która idealnie pasuje do „zmęczonego” głosu Bartka Waglewskiego. Teksty które napisał stawiają egzystencjalne pytania dotyczące sensu życia i diagnozują kondycję współczesnego człowieka. Nie jest wesoło: zagubienie jednostki w świecie technologii „Komputer”, „Sarny”, samotność i wyobcowanie jednostki „Biegnij dalej sam”, kryzys wiary „Kręte drogi”, fanatyzm/terroryzm „Fanatycy”, ekologia „Parasol”, dominacja pieniądza nad ludzkim życiem „Bzyk’.

Niewątpliwie to jedna z najważniejszych płyt tego roku i to nie tylko w polskiej muzyce. Przykład na to, że jeszcze dużo można zdziałać w muzyce rozrywkowej, wystarczy talent i wyobraźnia.

Płytę CD kupisz na: Voiceshop

.

Bogusław Zajączkowski