Dead Can Dance nie mieści się absolutnie w żadnej z przegródek typu: rock, folk, gotyk, muzyka dawna, world music, muzyka współczesna. Australijsko-brytyjski duet: Lisa Gerrard i Brendan Perry stworzyli coś ABSOLUTNIE OSOBNEGO, WYJĄTKOWEGO, NIEPOWTARZALNEGO. Muzyka wyrosła ze sceny gotyckiej, która zostawiał jakiś ślad na ich pierwszej płycie „Dead Can Dance” z 1984 roku. Następne dokonania były już naznaczone unikatowym stylem Dead Can Dance.

Epka „Garden Of The Arcane Delights” z 1984 ukazała się właśnie w formie CD/LP z dołączonymi nagraniami zarejestrowanymi wtedy dla legendarnego radiowca Johna Peela. Mroczne, ale niezwykle piękne utwory mogłyby służyć za ścieżkę dźwiękową dla dokumentu o wyprawie do raju, ale zmrożonego przez 60. stopniowy mróz. Konstrukcja kolejnych kompozycji jest bardzo prosta, mimo to sprawiają one wrażenie mikroskopijnych mszy żałobnych. Lisa Gerrard śpiewa w absolutnie oryginalny sposób, jej głos jest jakby zawieszony pomiędzy niekreślonych folklorem z różnych części świata, muzyką sakralną i popularną. Grupa oprócz klasycznie rockowego instrumentarium używała dziwnych instrumentów, które nadawały utworom egzotyczny, odrobinę folkowy odcień. Płyta jest niezwykle udana, ale to i tak zaledwie przygrywka do dokonania z 1987 roku.

„Within The Realm Of A Dying Sun” można określić dwoma słowami: ABSOLUTNE ARCYDZIEŁO.

Duet zrezygnował z niecodziennych instrumentów, postawił na sprawdzone: skrzypce, wiolonczelę, instrumenty dęte. Powstały niezwykłe struktury muzyczne, które można by uznać za muzykę klasyczną, gdyby nie to, że od razu kojarzą się z szeroko rozumianym rockiem, choć absolutnie nie mają w sobie nic z jego schematów. Tylko trzy kompozycje opatrzone są tradycyjnym tekstem, pozostałe to sama muzyka i wokalizy. Tempo jest minimalne, zagęszczone dźwięki przelewają się z głośników i jakby zakrzywiają czasoprzestrzeń, która zwalnia, odrealnia się. Ta muzyka naprawdę ma olbrzymi wpływ na słuchacza. Czasami przypomina mi dokonania Henryka Góreckiego, a przecież mamy do czynienia z „rockowymi amatorami”, którym daleko do mistrzów zapisu nutowego!!! Cztery ostatnie numery na płycie to stratosferyczne piękno czarnej dziury, która zaraz nas unicestwi, a my jesteśmy nią tak zahipnotyzowani, że nie możemy uciec. „Dawn Of The Iconoclast” – 2:06 sekund czystego piękna: crescendo smyczków i wejścia nawiedzonego głosu Lisy. „Cantara” koi początkiem, by za chwilę rozpędzić się, Gerrard wprowadza swoimi wokalizami orientalny, transowy klimat. „Summoning Of The Muse” z dzwonami w tle, pięknymi, zharmonizowanymi partiami wokalnymi może śmiało stawać w szranki z najwspanialszymi dokonaniami muzyki klasycznej. To absolut, piękniej się już nie da zagrać. I na sam koniec „Persefona (the gathering of flowers)” z przejmującą linią wokalną przypominającą chorał gregoriański. Gerrard nie śpiewa zwykłego tekstu to kolejny jej popis w wymyslonym języku. Utwór narasta by po chwili rozładować napięcie w pięknej sekcji smyczków. Druga część kompozycji brzmi jak ścieżka dźwiękowa do ostatniej sekwencji z filmu „Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubrika. Nikt przed Dead Can Dance nie grał takiej muzyki. Zespół wymyślił w przebłysku geniuszu całkowicie nową formę muzyki rockowej.

„Toward The Within” to koncertówka z 1994 roku. W przypadku tego zespołu takie wydawnictwo nie jest kolejnym, nudnym zapisem w wersji na żywo studyjnych utworów. Po pierwsze: większość z kompozycji na płycie nigdy wcześniej nie pojawiło się na albumach grupy, po drugie zaspół mocno eksperymentował i całkowicie przearanżował znane wcześniej utwory. Płyta wyszła gdy Dead Can Dance był na etapie „folkowym”. Charakterystyczny, zimny mrok ustąpił tajemniczym, mistycznym dźwiękom zakorzenionym w tradycyjnej muzyce z różnych części świata. Słuchając tego albumu ma się wrażenie uczestnictwa w jakimś mistycznym, pierwotnym obrzędzie, jego uczestnicy mają różny kolor skóry, wyznają inne religie, ale łączy ich ten sam mianownik: przynależność do gatunku ludzkiego. Lisa Gerrard naprawdę potrafi śpiewać jak na płytach, to nie studyjne sztuczki, tylko jej niespotykany talent. Niewiele ustępuje jej Brendan Perry z tym swoim, beznamiętnym, wspaniałym wokalem.

Wszystkie płyty Dead Can Dance są piękne. Jeżeli jeszcze nie słuchałeś tej muzyki koniecznie napraw ten błąd, ona zmieni twoją duszę!

Płyty CD/LP kupisz na Voiceshop.

Bogusław Zajączkowski