Brodka zmieniła dosłownie wszystko! Po pierwsze wytwórnię płytową; „majorsa” Sony Music, który wydał trzy pierwsze albumy artystki zastąpił na rynku polskim, niezależny „Kayax”. Na świecie longplay został wydany przez wytwórnię PIAS. Po drugie polskie teksty piosenek są przeszłością, nowe liryki artystka śpiewa tylko w języku angielskim, choć tutaj forpocztą zmian był już minialbum z 2012 roku – „Lax”. Po trzecie dziewczyna która zaczęła wielką karierę od wygrania kontrowersyjnego talent – show „Idol”, ostatecznie porzuciła świat popu i śmiało wkroczyła na ambitną, artystyczną ścieżkę kariery.

Takiej rewolucji dokonać mogła tylko po zdystansowaniu się od swoich wczesnych dokonań. Minęło 6 lat od chwili ukazania się jej poprzedniej płyty „Granda”. Brodka wyjechała do USA by tam szukać inspiracji, pomysłów, nowych współpracowników.

Zaryzykowała i… udało się! Pomógł jej producent Noah Georgeson, który współpracował z takimi „odlotowcami: jak Devendra Banhart czy Joanna Newson.

Idealnie odnalazł się w nowej muzyce naszej wokalistki. Noah znany jest z łączenia tradycyjnego brzmienia rodem z lat 60. z dźwiękami kolejnych dekad. Taką muzykę możemy posłuchać na „Clashes”. Melodie, zwiewne, zamglone, lekko psychodeliczne brzmienie przywołują klimat rockowej Kalifornii z okolic 1967 roku. Do tego dodana jest szczypta nerwowych, odrobinę mrocznych, niepokojących dźwięków zaczerpniętych z cold wave początku ósmej dekady XX wieku. „Horses” ten tytuł może kojarzyć się tylko z Patti Smith i muzycznie nawiązuje do takiej twórczości, przy czym nie ma tutaj rockowej natarczywości, jest za to spreparowany wokal i dziwne organowe tło. Producent i Brodka założyli sobie, że cała płyta będzie eksperymentem, tyglem w którym stopią się różne style dające ostatecznie zwarty, spójny rezultat. O żadnej z piosenek nie da się powiedzieć, że może być oczywistym hitem, że to pop albo rock. Utwory są tak pomyślane by unikać oczywistych rozwiązań aranżacyjnych i kompozytorskich. Przykładem niech będzie „Santa Muerte”: nietypowa rytmika, organy rodem z muzyki „The Doors”, melodia wzięta ze świata Serge’a Ginsburga, wokal przypomina manierę Siouxsie Sioux. „Can’t Wait For War” jest chyba jeszcze bardziej udziwniony. Zaczyna się od partii instrumentów dętych, w tle jakieś odgłosy dzieci, spogłosowana linia wokalna, do tego pokręcona perkusja. „My Name Is Youth” to zdecydowanie rockowy numer utrzymany w stylu punkowej kapeli z okolic 1997 roku. Piosenka ma bardzo oryginalne zakończenie, ciach i już po niej… Koniec płyty to już całkowity odlot: „Dreamstreamextreme” można by określić mianem muzyki dawnej w w stylu Dead Can Dance.

Brodka mocno zaryzykowała wydając tę płytę, na szczęście przełożyło się to na wartość artystyczną albumu. Sprzedaż także jest dobra – pierwsze miejsce na liście OLIS.

Brawo – wielki sukces naszej bardzo zdolnej, ciągle młodej wykonawczyni.

 

 

Płytę kupisz na: VOICESHOP.PL

 

Bogusław Zajączkowski