Breakout to pierwszy z prawdziwego zdarzenia rockowy zespół w Polsce i być może najlepszy w całej historii rodzimej rozrywki. Ich debiut z 1969 roku „Na drugim brzegu tęczy” skończył erę tzw. big-bitu; ugrzecznionej, dość koślawej muzyki, która raczej tylko udawała zbuntowaną propozycję dla młodzieży. Tadeusz Nalepa, lider zepsołu, podpatrzył jak ma wyglądać nowoczesna muzyka, grywając w 1968 roku koncerty w holenderskich klubach. Na pierwszych płytach Breakoutu zaproponował wszystko to co najlepsze w ówczesnym rocku: bluesowe korzenie, ambitne aranżacje, psychodeliczne klimaty, instrumentalne solówki i zbuntowane teksty. Taka muzyka musiała chwycić, formacja dorobiła się statusu kultowej w tzw. „bloku wschodnim” nie miała sobie równych. Po latach ich dokonania brzmią ciągle świeżo i porywająco, można się o tym przekonać słuchając najnowszych reedycji na winylach dokonanych przez Polskie Nagrania, label potentata Warner Music Poland.


Płyta „70a” wydana w 1970 roku stoi w cieniu legendarnego debiutu formacji. Trochę niesłusznie ponieważ przyniosła muzykę zdecydowanie rockową i bardziej urozmaiconą niż jej poprzedniczka. Oprócz Tadeusza Nalepy (gitara, wokal) i Miry Kubasińskiej (wokal) skład dopełnili: Józef Skrzek w przyszłości członek grupy Niemena i założyciel kultowego SBB (bas), Józef Hajdasz (perkusja) oraz Włodzimierz Nahorny (flet, saksofon). Na płycie można usłyszeć nawiązania do Led Zeppelin „Skąd taki duży deszcz” i „Piękno”, Jethro Tull „Nie znasz jeszcze życia”, Fleetwood Mac „Taką drogę”, a całość utrzymana jest w psychodeliczno – hipisowskim klimacie formacji pokroju Jefferson Airplaine. Najlepszy numer na płycie to jednak folkowa, podana w stylu Fairport Convention „Przestroga”.

 


Mira Kubasińska & Breakout – „Ogień” powstał w okresie gdy formacja miała spore problemy, ale potrafiła się zerwać do niesamowitego lotu, jeszcze raz wyprowadzić nokautujący dla konkurencji cios. Płyta zaczyna się niesamowicie szybkim, zdecydowanym „Nie zapalaj światła”, który już na samym początku pokazuje, że mamy do czynienia z dziełem epokowym. Potem na słuchacza spada monumentalny, podniosły, ponad 12 minutowy „Wielki ogień” - duża forma została wypełniona kapitalnym, „chorałowym” tematem przewodnim, wziętym jakby ze „Still I’m Sad” The Yardbirds. Tekst Bogdan Loebla dotyczy nie owijając w bawełnę pożądania. W utworze mamy rozimprowizowaną część instrumentalną, skręcającą w kierunku jazz rocka. Na albumie są także łagodniejsze fragmenty: „Liście zabrał wiatr”, „Czarno - czarny film”, jednak przywołane piosenki absolutnie nie mają w sobie nic z muzycznej konfekcji. Mocne utwory to „Na dnie moich oczu”, który mógłby być ozdobą płyty Free oraz „Masz to dziś” gdzie Nalepa używając efektu wah wah, ściga się Alvinem Lee z Ten Years After. W środku kompozycji pojawia się podobny temat do tego z „Wielkiego ognia”. Longplay pokazuje, że nawet za „żelazną kurtyną” można było ponad 40 lat temu tworzyć muzykę, która nie odbiegała poziomem od najlepszych dokonań wykonawców brytyjskich i amerykańskich.

P.S. W reedycjach miała się jeszcze pojawić płyta "Karate" ale termin jej wydania przesunął się na maj.

 

 

 

 

 

Płyty LP kupisz na voiceshop.pl