Niezwykła płyta angielskiej artystki Natashy Khan, która ukrywa się pod pseudonimem Bat For Lashes. Jest to concept album opowiadający historię panny młodej, której narzeczony zginął w drodze na ślub. Kobieta po tym tragicznym wydarzeniu sama odbyła podróż, która miała być pierwotnie tą jedyną, niepowtarzalną – poślubną. Panna młoda próbuje zmierzyć się z traumą, bólem, walczy by na nowo poskładać sobie życie. Narracja albumu przypomina scenariusz filmu, który… powstał! Natasha nakręciła krótkometrażowy obraz, nie widziałem go, ale jedno jest pewne – ścieżka dźwiękowa jest doskonała.

Treść tej płyty może kojarzyć się z tanim sentymentalizmem, czy wręcz tragikomedią albo po prostu z parodią. Nic z tego! Wszystko podane jest śmiertelnie poważnie, absolutnie nie ma tutaj próby zdystansowania się, „puszczania oka” do odbiorcy. Słuchając każdej kolejnej piosenki stajemy się świadkami dramatu młodej kobiety. Muzyka jest tak perfekcyjna, że mógłby ją nagrać sam Ben Howard. Khan przeszła samą siebie. Nieważne czy zrobiła to z wyrachowania czy naturalnie: muzykę oparła na ciągle modnym new folku z dodatkiem electro, synthpopu, country, a nawet gospel. „ I Do” to ładna akustyczna ballada, idealnie wprowadzająca w klimat płyty, Joan Baez nie powstydziłaby się takiej piosenki. Drugi numer „Joe’s Dream” mógł powstać tylko w obecnej dobie. Na początek elektroniczny wstęp, potem wchodzą akordy które przenoszą nas w rejony natchnionego rocka w stylu Neila Younga, ale z wokalem lokującym się między: Kate Bush, Suzanne Vega, Enya (te harmonie), Annie Lennox. Podczas nagrywania albumu na Natashę spłynęła niesamowita, twórcza wena. Wyczuwa się ją w każdej piosence, w każdym kolejnym wersie, w każdym słowie. Wokalistka nie jest wybitną śpiewaczką, ale kolejny raz okazało się, że w świecie muzyki rozrywkowej najważniejsza jest interpretacja, oryginalność. Za „ In God’s House” dałaby się pokroić Annie Lennox, to jej styl, tyle, że była członkini Eurythmics dzisiaj już nie nagrywa tak dobrych piosenek. „Honeymooning Alone” po małych przeróbkach mógłby znaleźć się na płycie Jefferson Airplane. „Sunday Love” to niby piosenka popowo – taneczna, ale interpretacja Bat For Lashes wynosi ją na wyższy poziom. To jednak zaledwie wstęp do „ Never Forgive The Angels”, prawdziwego hymnu wyrosłego na pograniczu country i gospel. Kilka uderzeń w gitarę, odrobina fortepianu, tło zrobione z nałożonych głosów, nad którymi dominuje ten najważniejszy – Natashy. W tym utworze jest piękno, ale także podskórny niepokój. „Close Encounters” nie daje nam zapomnieć, że to jednak ścieżka dźwiękowa z charakterystycznymi instrumentami smyczkowymi. Melorecytacja czasami jest lepsza od całej arii, tę prawdę przypomina piosenka „Widow’s Peak”, przywołująca klimat ostatnich płyt Patti Smith. „If I Knew” oparta na fortepianie nawiązuje do nagrań k.d. lang. Jest to jedna z najlepszych piosenek na płycie. Natasha pewnie i z dostojeństwem prowadzi swój głos, w tle dostajemy zaiste anielskie chóry. Peter Gabriel kłania się w „ I Will Love Again”, który w drugiej części przekształca się w ciekawy elektroniczny eksperyment.

Najdłuższy na płycie „Clouds” przepięknie kończy cały zestaw. Utwór pokazuje, że czasami mniej znaczy więcej. Minimalistyczny podkład, a robi ogromne wrażenie.

Zaskakująca płyta, która udowadnia, że ciągle można nagrywać wybitną muzykę. Odwołania do muzycznej spuścizny są nieodzowne, nie da się dzisiaj stworzyć całkowicie oryginalnej muzyki. Ważne by ze starych elementów z dodatkiem nowinek tworzyć tak piękne płyty jak „The Bride”. Tego życzę sobie, Artystom i Państwu.

Koniecznie proszę posłuchać tej płyty!

 

 

 

 

Płytę kupisz na: VOICESHOP.PL

 

Bogusław Zajączkowski