„Członkowie AC/DC chcieliby podziękować Brianowi Johnsonowi za jego wkład i poświęcenie na przestrzeni lat. Jak bardzo chcemy zakończyć trasę tak, jak się zaczęła, tak wspieramy decyzję Briana o ratowaniu słuchu. Mamy determinację, by zadośćuczynić zobowiązaniom związanym z trasą, ze względu na ludzi, którzy wspierali nas przez lata. Na szczęście Axl Rose zaoferował pomoc, byśmy mogli tego dokonać" - czytamy na stronie AC/DC.

Australijski zespół dokończy z frontmanem Guns N' Roses trasę Rock Or Bust Tour. Na nowo zostaną ustalone terminy dziesięciu koncertów AC/DC w USA. Chodzi o to, by nie kolidowały z występami reaktywowanego w pierwotnym składzie Guns N' Roses. Zespół zagra też 12 koncertów w Europie. Swoistym przypieczętowaniem umowy między Axlem i AC/DC był gościnny występ Angusa Younga na koncercie Amerykanów. 16 kwietnia gitarzysta pojawił się na festiwalu Coachella, by wykonać wspólnie cover Led Zeppelin "Whole Lotta Love" z elementami „Whole Lotta Rosie” AC/DC.

Powyższe wydarzenia wywołały burzę w Internecie i dyskusję na temat „DOBREGO SMAKU I OBCIACHU W MUZYCE ROCKOWEJ”, proporcjonalnie zaciekłą do popularności wykonawców, której dotyczy. G’N’R to zespół który na przełomie lat 80. i 90. przeleciał jak meteor przez rockowe sceny wywołując skrajne postawy wobec swoich poczynań. Część rockowego środowiska uważała ich za szarlatanów, idoli nastolatek, banalną modę, która przeminie, inni doceniali muzyczną energię i przywrócenie do życia brzmienia klasycznego hard rocka. Lider, Axl Rose, który zachowywał się przez lata jak rozbestwiona prima balerina, nie pomagał w tym całym rozgardiaszu, był za to doskonałym celem kpin i potwierdzeniem tezy przeciwników zespołu Guns N’ Roses, że nie należy ich traktować poważnie. Z AC/DC było zupełnie inaczej. Wydawałoby się, że ta grupa swoimi niewybrednymi, dosadnymi tekstami, sceniczną błazenadą, automatycznie zasłużyła na tytuł „głównych clownów rocka”. Mimo to, wbrew wszystkiemu, zespół ten cieszył się przez lata wielkim szacunkiem, uznaniem i estymą wśród większości fanów rocka.

Teraz kontrowersyjny Axl zastąpi „szacownego” Briana za mikrofonem AC/DC. W grę wchodzą wielkie pieniądze, ponieważ trasy takich popularnych wykonawców są planowe na wiele miesięcy do przodu, koszty idą w SETKI milionów dolarów, na dodatek dochodzą kwestie ubezpieczenia itd. Takie są po prostu konsekwencje grania w jednych z najpopularniejszych grup w historii popkultury. Można kręcić nosem, wybrzydzać, narzekać, ale „Show Must Go On” jak śpiewał pewien klasyk. Wybór wokalisty wydaje się kontrowersyjny, ale w przeszłości mieliśmy już do czynienia z dziwnymi fuzjami, które po latach są już czymś naturalnym:

- Dwa rywalizujące ze sobą zespoły hard rockowe połączyły siły na początku lat 80. Black Sabbath zaangażował wokalistę Iana Gillana z Deep Purple, razem w 1983 roku nagrali płytę „Born Again” – wyszło całkiem nieźle.

- Ian Astbury – wokalista i lider rewelacyjnego, hard rockowego The Cult dołączył w 2002 roku do The Doors of the 21st Century Raya Manzarka i Robby’ego Kriegera. Co na to Jim Morrison?

- Wokalista Chester Bannigton z ultra popularnych Linkin Park w 2013 roku wszedł do Stone Temple Pilots, nagrali razem epkę i dali kilka koncertów. Scott Weiland, wieloletni wokalista STP jeszcze wtedy żył…

- Legendarny Queen dokooptowuje w 2004 roku do swojego składu legendarnego wokalistę Free/Bad Company – Paula Rogersa. Grali przez kilka lat trasy koncertowe i wydali w 2008 roku płytę „Cosmos Rocks”, a przecież Freedie Mercury miał być nie do zastąpienia…

- Samo AC/DC – zaledwie kilka tygodni po śmierci Bona Scotta, który był absolutną podstawą brzmienia grupy, zespół znajduje zmiennika w postaci Briana Johnsona i nagrywa z nim ikoniczną płytę „Back In Black”…

 To tylko kilka przykładów na muzyczne transfery które odbyły się, odbywają się i będą odbywać w muzycznym biznesie. Muzyka rockowa i tak jest pod tym względem konserwatywna. Istotą świata jazzu jest nieustanna zmienność, różnorakie konfiguracje personalne, zmieniające się składy; dzięki temu ta muzyka nieustannie żyje i się rozwija.

Ktoś powie, że rock to nie jazz, ale kto wie jak będzie on wyglądał za kilkanaście – kilkadziesiąt lat.

 

P.S. W załączniku filmik z Axlem, który odpowiada na pytania dotyczące najnowszych wydarzeń. Pomysłowy chłopak - ta hulajnoga..! :)

 

 

 

 

Bogusław Zajączkowski