4 kwietnia 2016 roku firma Voice wraz z Radiową Trójką zorganizowały w studio im. Agnieszki Osieckiej odsłuch dwóch legendarnych dokonań zespołu The Beatles: płyty „Magical Mystery Tour” oraz dokumentalnego filmu, oficjalnie niedostępnego w dystrybucji - „Let It Be”. Mistrzem ceremonii, pomysłodawcą projektu był muzyczny szef Trójki, a prywatnie wielki miłośnik The Beatles – Piotr Metz. Sprzęt został dostarczony przez naszą firmę Voice: kolumny Audio Physic - limitowany egzemplarz z nr.1! Cardeas 30, końcówka mocy Primare A60, przedwzmacniacz Primare PRE60, magnetofon szpulowy Studer A807, okablowanie Cardas Audio. Gośćmi specjalnymi byli najważniejsi ludzie w firmie Audio Physic: Dieter Kratochwil i Manfred Diestertisch. Płyta „Magical Mystery Tour” została zaprezentowana z kopii taśmy matki, którą dostarczył perkusista Budki Suflera – Tomasz Zeliszewski, właścicielem kopii filmu „Let It Be” jest Piotr Metz. 

Wydaje się, że idea wspólnego słuchania muzyki odtwarzanej z płyt minęła bezpowrotnie. Popularność tzw „wieczorków płytowych” dobiegła końca gdzieś na początku lat 90., wraz z ostatecznym upadkiem płyt LP i upowszechnieniem się łatwego dostępu do nośnika CD. Zanikła nawet formuła domowego odsłuchiwania muzyki wraz z przyjaciółmi, czy kolegami. Wskrzeszenie idei „kolektywnego” słuchania w Radiowej Trójce wydawało się przedsięwzięciem karkołomnym i skazanym na niepowodzenie, ale okazało się, że jest zupełnie inaczej. Publiczność bez problemu wytrzymała te kilkadziesiąt minut płyty „Magical Mystery Tour”, w czym zapewne pomógł doskonały dźwięk uzyskany z taśmy matki i odpowiednio przetworzony przez aparaturę dostarczoną przez firmę Voice. Z filmem „Let It Be” poszło już bezproblemowo, w końcu ludzie jeszcze chodzą do kina i oglądają wspólnie filmy… 

Wydany w 1967 roku „Magical Mystery Tour”, który odtworzyliśmy z kopii master tape’a, nagrywany był po śmierci menadżera grupy - Briana Epsteina. Zespół po wielkim sukcesie albumu „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” stanął przed dylematem, w którą stronę podążyć. Paul McCartney, zafascynowany amerykańską komuną hippisowską „Merry Pranksters”, wpadł na pomysł psychodelicznej podróży po Anglii. Zwariowaną eskapadę sfilmowano, a ścieżkę dźwiękową w postaci sześciu nowych utworów wydano w Wielkiej Brytanii na dwóch epkach. W USA i innych częściach świata wzbogacono to wydawnictwo o piosenki wydane już na singlach. W ten sposób powstał, „Magical Mystery Tour”, znany obecnie z reedycji na płycie CD. Mieszanka problemów, z którymi wtedy zmagała się Wielka Czwórka, przewrotnie wpłynęła na nich mobilizująco: odważnie eksperymentowali z muzyką i różnymi stylami, tworząc jedną z najbardziej odjechanych płyt w swojej karierze.towany w 1970 roku, ale dzisiaj niedostępny w zwykłej sprzedaży. Obydwie pozycje portretują zespół w przełomowych momentach. „Magical Mystery Tour” nagrywany był po śmierci menadżera grupy - Briana Epsteina, a „Let It Be” to już obraz mocno skłóconego zespołu, który zmierza ku rozpadowi. Mieszanka problemów z którymi wtedy zmagała się Wielka Czwórka, przewrotnie wpłynęła mobilizująco na muzyków: odważnie eksperymentowali z muzyką i różnymi stylami.

 

 

The Beatles – „Let It Be” to film wydany w 1970 roku, który dokumentował proces powstawania płyty pod tym samym tytułem. W styczniu 1969 roku Wielka Czwórka miała już za sobą wyczerpującą sesję do „Białego Albumu”. Między muzykami nieustannie narastał konflikt. Paul McCartney to jedyna osoba z zespołu, która chciała ratować przyszłość formacji. Jego pomysł na powtórne scementowanie grupy to powrót do korzeni: tras koncertowych, kontaktu z publicznością, przywołania emocji związanych z graniem na żywo. Pozostali muzycy nie wyrazili na to zgody, ostatecznie zdecydowali się tylko na jeden, wyjątkowy występ. Trwały poszukiwania miejsca w którym miał się odbyć koncert, przy okazji postanowiono udokumentować na taśmie filmowej próby i przygotowania do tej imprezy. Muzycy wraz z całym sprzętem znaleźli się w ponurej hali w Twickenham Studios. Nagraniowe sesje okazały się wielogodzinnymi, chaotycznymi próbami, które prowadziły donikąd. The Beatles przetestowali kilkaset utworów: przeróbek standardów rock’n’rolla i własnych piosenek. Zaproponowali także nowe kompozycje, były one jednak zaledwie szkicami przyszłych hitów, które znalazły się na solowych płytach muzyków. Sesję przerwano po ostentacyjnym opuszczeniu grupy przez Georga Harrisona. Pod koniec stycznia zespół ponownie połączył swoje siły, by skończyć płytę nazwaną roboczo „Get Back”. W założeniu jej zawartość miała być surowa, pozbawiona przepychu aranżacyjnego, za który przez lata odpowiedzialny był George Martin. Rolę tego legendarnego producenta sprowadzono do minimum, przy realizacji materiału pomagał Glyn Johns. Muzykiem, który dodatkowo wspierał The Beatles był pianista Billy Preston. Niestety sesje w piwnicy Apple przy Savile Row przypominały te z Twickenham Studios; były pełne chaosu, rozpoczęte tematy porzucano bez ich ostatecznego doszlifowania. Reżyser dokumentu Michael Lindsay-Hogg, widząc to zamieszanie zaproponował powrót do idei koncertu. 30 stycznia 1969 George Harrison, Ringo Starr, Paul McCartney, John Lennon wraz z Billy Prestonem wyszli na dach swojej firmy przy Savile Row i dali bardzo udany koncert. Wykonali kilkakrotnie pięć utworów: „Get Back”, „Don’t Let Me Down”, „I’ve Got A Feeling”, „One After 909”, „Dig Of Pony”. Po latach okazało się, że był to ostatni występ grupy na żywo. Po zakończeniu sesji przygotowaniem płyty zajął się Glyn Johns. Jednak nie doszło do publikacji materiału, ponieważ The Beatles byli rozczarowani ostatecznym efektem swojej pracy. Film i płytę odłożono na półkę. Potem grupa jeszcze raz wzniosła się na artystyczne wyżyny nagrywając „Abbey Road”, po czym rozpadła się w jesieni 1969 roku. Na początku 1970 roku postanowiono wrócić do sesji „Get Back”. Zespół zobowiązany był do dostarczenia filmu dla wytwórni United Artists. Wynajęto producenta Phila Spectora, który mocno poprzerabiał materiał, dodając do niektórych piosenek efekty orkiestrowe. Film dokumentujący próby w Twickenham Studios, sesję w piwnicy Apple i koncert na dachu w styczniu 1969 roku, miał premierę w Nowym Yorku w maju 1970 roku, płytę wydano kilka dni wcześniej. Nazwę dokumentu i albumu zmieniono ostatecznie na „Let It Be”, zaczerpnięto go od najlepszej piosenki z zestawu. Obraz został uhonorowany Oscarem za „najlepszy oryginalny dobór piosenek”, a płyta otrzymała nagrodę Grammy za „najlepszą oryginalną ścieżkę dźwiękową napisaną dla filmu kinowego lub na potrzeby specjalnego programu telewizyjnego”.

 

Dzisiaj po ponad 47 latach piosenki The Beatles w ogóle się nie zestarzały, ba, brzmią lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej. Mijające lata zatarły pamięć o sporach, które towarzyszyły powstawaniu „Let It Be”. Oczywiście oglądając film można przypomnieć sobie w jakim bólu rodziły się takie arcydzieła jak „Get Back” czy „I’ve Got A Feeling”, ale nawet on jest już traktowany jako sentymentalna podróż w magiczne lata gdy rządziła muzyka The Beatles.